We wtorek 31 marca 2026 r. weszły w życie maksymalne ceny paliw z pakietu „Ceny Paliwa Niżej”: litr benzyny 95 kosztował nie więcej niż 6,16 zł, olej napędowy 7,60 zł. Już nazajutrz minister energii ogłosił wyższe stawki: Pb95 po 6,21 zł, diesel po 7,66 zł. Rosnące ceny ropy naftowej na światowych giełdach, wynikające z zamknięcia Cieśniny Ormuz, przekreślają część oszczędności, jakie miał przynieść rządowy pakiet. Kierowcy pytają wprost, po co ta cała operacja, skoro i tak drożeje.
Ile zapłacisz za paliwo od środy? Nowe stawki ministra energii
Zgodnie z nowym obwieszczeniem ministra energii od środy 1 kwietnia 2026 r. obowiązują nowe maksymalne ceny paliw: litr benzyny 95 nie może kosztować więcej niż 6,21 zł, benzyny 98 nie więcej niż 6,81 zł, a oleju napędowego nie więcej niż 7,66 zł. To o 5 groszy więcej na benzynie i 6 groszy więcej na dieslu niż we wtorek, czyli w pierwszym dniu obowiązywania całego systemu.
Wzrost może wyglądać skromnie, ale przy pełnym baku 50-litrowym olej napędowy kosztuje o 3 zł więcej niż dzień wcześniej. Przy regularnym tankowaniu dwa razy w tygodniu daje to kilkaset złotych różnicy w skali roku.
Minister energii Miłosz Motyka zapewniał we wtorek na konferencji prasowej, że rząd nie odpuszcza, i dodał, „Dowieźliśmy to, na co się z Polakami umówiliśmy i będziemy skrzętnie i każdego dnia analizowali sytuację na rynkach. Będziemy podejmowali takie działania, które pomogą polskim kierowcom” — powiedział szef resortu.
Benzyna po 5,19 zł: gdzie jest ta decyzja, Panie Premierze?
Zanim rząd sięgnął po narzędzia warte 1,6 mld zł miesięcznie, przez ponad rok twierdził, że problem z cenami paliw rozwiąże jedna prosta decyzja. Donald Tusk, jeszcze jako lider opozycji, wielokrotnie i precyzyjnie obiecywał benzynę po 5,19 zł za litr. Nie „około pięciu złotych”, nie „będziemy pracować nad obniżką”, tylko dokładnie 5,19 zł, z naciskiem na to, że wie jak to zrobić i że wystarczy go wybrać. Jedyną receptą miała być zmiana prezesa Orlenu.
Prezesa zmieniono. W lutym 2024 roku odwołano Daniela Obajtka, przeprowadzono konkurs z 260 zgłoszeniami i powołano nowe kierownictwo. Przez cały 2024 rok benzyna Pb95 kosztowała w Polsce średnio powyżej 6,40 zł za litr. Co więcej, Orlen pod nowym kierownictwem zwiększył zysk ze sprzedaży paliw z 2,2 mld zł w 2023 roku do 3,1 mld zł w 2024 roku, czyli o 900 mln zł. Kierowcy płacili więcej, a paliwowy gigant zarabiał więcej w segmencie, który miała uzdrowić zmiana na fotelu prezesa.
Gdy dziennikarze pytali Tuska o obietnicę, premier zmienił narrację błyskawicznie. Wiosną 2024 roku oświadczył, że nie bierze odpowiedzialności za ceny benzyny, bo to nie jest decyzja premiera, i zrzucił odpowiedzialność na globalne rynki oraz byłego szefa Orlenu. W grudniu 2025 roku opublikował w serwisie X zdjęcie z jednej stacji benzynowej, na której benzyna kosztowała 5,18 zł, dopisując z triumfem, czy może być winny grosika. Problem w tym, że w tym samym czasie średnia krajowa cena Pb95 wynosiła ok. 5,80 zł, a na większości stacji w Warszawie trudno było znaleźć cenę poniżej 5,90 zł — jeden pylon to nie średnia krajowa.
Dziś, gdy pakiet CPN wchodzi w życie, każdy kierowca stojący przy dystrybutorze może samodzielnie zadać pytanie, czy koalicja, która przez rok i trzy miesiące przekonywała, że wystarczy zmienić jednego człowieka, aby paliwo staniało, ma kompetencje do zarządzania rynkiem paliwowym w warunkach kryzysu surowcowego.
Za PiS baryłka po 120 dolarów, benzyna po 5,99 zł, a dziś ropa tańsza, a jednak ceny na stacjach biją rekordy
Jest jeden fakt, który koalicja rządząca woli przemilczeć przy okazji całej operacji pakietu CPN. W czerwcu 2022 roku, gdy Donald Tusk po raz pierwszy obiecywał benzynę po 5,19 zł, baryłka ropy Brent kosztowała ponad 121 dolarów, a za dolara płacono 4,46 zł. Warunki były obiektywnie gorsze niż dziś, bo ropa była droższa o kilkanaście dolarów, a złoty słabszy o kilkadziesiąt groszy do dolara. Mimo to ówczesny rząd PiS utrzymywał przy dystrybutorach ceny, które przy obniżonym do 8% VAT i zredukowanej akcyzie efektywnie oscylowały w okolicach 6–6,50 zł za litr. Tarcza antyinflacyjna działała cicho, bez ogłaszania pakietów ratunkowych z historycznymi nazwami i codziennych konferencji prasowych ministrów.
Dziś baryłka Brent kosztuje ok. 107 dolarów, a kurs dolara utrzymuje się poniżej 3,70 zł, co oznacza, że ropa wyrażona w złotych jest wyraźnie tańsza niż w tamtym szczycie cenowym z 2022 roku. W 2022 roku dolar kosztował niemal 5 zł, a ropa Brent przekraczała 120 USD, a mimo to dzisiejsze ceny diesla pobiły tamte rekordy już przed wprowadzeniem pakietu CPN. W marcu 2026 roku olej napędowy kosztował średnio 8,75 zł za litr, bijąc październikowy szczyt z 2022 roku wynoszący 8,08 zł. Różnica tkwi przede wszystkim w stawce VAT: za rządów PiS wynosiła ona 8%, dziś, przed pakietem CPN, wynosiła pełne 23%, co samo w sobie przekładało się na 1,62 zł podatku w każdym litrze diesla.
To nie jest wyłącznie kwestia globalnych rynków ani zamkniętej Cieśniny Ormuz. To też kwestia tego, jakie decyzje podatkowe podejmuje rząd na co dzień i kiedy je podejmuje. Koalicja rządząca czekała z obniżką VAT na paliwa do momentu, gdy ceny osiągnęły poziomy, przy których zaniechanie działań było już politycznie niemożliwe. Rząd PiS działał prewencyjnie, sięgając po narzędzia tarczowe, zanim ceny przekroczyły próg społecznego buntu. Każdy może zweryfikować tę ocenę samodzielnie, porównując daty, liczby i decyzje obu rządów.
Jak działa mechanizm CPN i co gwarantuje kierowcom
Cena maksymalna jest ustalana według określonej formuły, obejmującej średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, powiększoną o akcyzę, opłatę paliwową, marżę sprzedażową w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT. Każdego ranka pięciu największych graczy rynku paliwowego raportuje ministrowi swoje ceny hurtowe z poprzedniego dnia, a resort wylicza i publikuje limit na kolejny dzień.
Wiceminister energii Wojciech Wrochna wyjaśniał, że „jeżeli ta cena hurtowa będzie rosnąć, to razem z ceną hurtową będzie rosnąć cena maksymalna” — i właśnie to widzimy od pierwszego dnia działania systemu. Mechanizm nie zamraża cen, lecz gwarantuje, że obniżki podatkowe trafiają bezpośrednio do kierowców, a nie zostają wchłonięte przez marże sprzedawców. Stacje nie mogą dowolnie podnosić marży, bo formuła ustawowo ogranicza ją do dokładnie 30 groszy na litrze.
Dlaczego ceny rosną mimo interwencji rządu? Ropa i Cieśnina Ormuz
Ceny hurtowe paliw w Polsce rosną, bo drożeje surowiec na światowych giełdach: baryłka ropy Brent kosztuje niecałe 107 dolarów, a ropy Crude niecałe 102 dolary. Żaden krajowy pakiet fiskalny nie jest w stanie tej dynamiki zatrzymać, może jedynie ją ograniczyć.
Głównym powodem wzrostów jest zamknięcie Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa ok. jedna piąta światowych dostaw ropy. Analitycy FGE NexantECA oceniają, że jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta przez kolejne 6–8 tygodni, skumulowana utrata dostaw ropy z regionu może spowodować wzrost cen ropy do 200 USD za baryłkę lub jeszcze więcej. Przy takim scenariuszu nawet agresywne cięcia podatkowe nie uchronią polskich kierowców przed wyraźnie wyższymi rachunkami na stacjach. Dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBank, przestrzega, że dopóki nie zakończy się kryzys na Bliskim Wschodzie, ceny paliw będą utrzymywać się na wysokim poziomie, a szok energetyczny przełoży się na niższe zamówienia i słabszy wzrost gospodarczy.
Obniżona akcyza i VAT 8%: do kiedy i ile kosztuje budżet?
Pakiet CPN opiera się na trzech filarach: cenie maksymalnej, obniżonej akcyzie i obniżonym VAT. Zgodnie z nowelizacją ustawy o podatku akcyzowym do 15 kwietnia akcyza na benzyny wynosi 1239 zł za 1000 litrów, a na oleje napędowe i biokomponenty 880 zł za 1000 litrów. Ustawa umożliwia dalsze, czasowe obniżki do 30 czerwca. Obniżony do 8 procent VAT obowiązuje od 31 marca do 30 kwietnia.
Ministerstwo Finansów szacuje, że obniżka akcyzy kosztuje budżet 700 mln zł miesięcznie, a obniżka VAT kolejne 900 mln zł miesięcznie, co łącznie daje ok. 1,6 mld zł ubytku w kasie państwa co miesiąc. Dr Piotr Arak ocenia, że deficyt budżetowy osiągnie niemal tyle samo co w ubiegłym roku, czyli około 7 procent PKB. Tak długo, jak trwa kryzys na Bliskim Wschodzie, koszty te będą narastać, a decyzja o przedłużeniu ulg po 30 kwietnia staje się dla rządu coraz trudniejszym rachunkiem ekonomicznym.
Co czeka kierowców dalej? Scenariusz windfall tax i granica 200 dolarów
Premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd nie poprzestanie na obniżkach podatków. W przypadku stwierdzenia nadmiernych zysków koncernów paliwowych możliwe będzie zastosowanie podatku od nadmiarowych zysków, tzw. windfall tax, który miałby przeciwdziałać sytuacjom, w których wzrost cen surowców przekłada się na nieproporcjonalnie wysokie marże firm. Windfall tax to narzędzie stosowane już m.in. w Wielkiej Brytanii i Czechach, pozwalające rządowi przejąć część nadzwyczajnych zysków firmy wynikających nie z jej własnej działalności, lecz z zewnętrznego kryzysu surowcowego.
Rząd monitoruje też zjawisko turystyki paliwowej, bo Polacy w pobliżu granic coraz częściej tankują za granicą, gdzie ceny pozostają niższe lub niekontrolowane administracyjnie. Sprzedaż powyżej ceny maksymalnej jest zagrożona karą do 1 mln zł, a kontrole prowadzi Krajowa Administracja Skarbowa. Resort energii zapowiada codzienne publikowanie obwieszczeń o stałej porze, by stacje i kierowcy wiedzieli, na czym stoją. Przy ropie zbliżającej się do 107 dolarów za baryłkę i realnym ryzyku osiągnięcia 200 dolarów to, czy codzienne zarządzanie cenami wystarczy, przyniosą odpowiedź najbliższe tygodnie.
