Niemiecka polityka energetyczna przechodzi historyczny zwrot. Kanclerz Friedrich Merz z CDU oficjalnie przyznał, że Niemcy nie mogą sobie pozwolić na kontynuowanie dotychczasowej strategii opartej na odnawialnych źródłach energii oświadczył podczas spotkania z przedstawicielami związku branżowego producentów maszyn VDMA. Ta deklaracja oznacza faktyczny koniec niemieckiej Energiewende i powrót do konwencjonalnych źródeł energii. Dla Polski, jako najważniejszego partnera handlowego Berlina, zmiana ta może mieć daleko idące konsekwencje ekonomiczne i geopolityczne.
Friedrich Merz chce pogrzebać niemiecką rewolucję energetyczną
Kanclerz Niemiec nie pozostawił złudzeń co do przyszłości niemieckiej transformacji energetycznej. „Nie możemy sobie pozwolić na kontynuowanie dotychczasowej polityki. Nie można wyłączyć wszystkiego na chybił trafił, mając nadzieję, że kiedyś będziemy czerpać niezbędną energię z wiatru i słońca” – powiedział Friedrich Merz podczas kluczowego wystąpienia. Po raz pierwszy w historii niemiecki przywódca tak otwarcie stwierdził, że kraj nie stać na realizację planów OZE.
Choć Merz od dawna postulował „optymalizację” transformacji energetycznej, dotychczas unikał tak radykalnych deklaracji. Niemieckie media już pytają, czy oznacza to historyczny odwrót od polityki, która przez kilkanaście lat była fetyszem kolejnych rządów w Berlinie. Minister gospodarki Katherina Reiche z CDU próbuje łagodzić ton, utrzymując cel neutralności klimatycznej do 2045 roku i 80-procentowy udział energii ekologicznej do 2030 roku, ale słowa kanclerza wskazują na fundamentalną zmianę kursu.
Elektrownie gazowe zastąpią wiatraki w niemieckiej strategii
Niemiecki rząd już złożył konkretny wniosek do Unii Europejskiej o zgodę na budowę nowych elektrowni gazowych o łącznej mocy 36 gigawatów. Merz wyraził przekonanie, że Bruksela wyrazi na to zgodę, co oznaczałoby największą inwestycję w konwencjonalne źródła energii od dekad.
Kanclerz zapowiedział jednocześnie „nieznaczne zmniejszenie celów rozwojowych” dla odnawialnych źródeł energii. Ten dyplomatyczny język oznacza w praktyce wyhamowanie rozbudowy farm wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych. Decyzja ta ma poprawić efektywność kosztów całego systemu energetycznego, który według obecnych władz stał się zbyt drogi dla niemieckiej gospodarki.
Strategia oparta na gazownictwie wymaga jednak stałej dostępności taniego surowca. Budowa elektrowni gazowych nie przebiega w tempie kilku tygodni, lecz trwa znacznie dłużej, co oznacza, że efekty nowej polityki będą widoczne dopiero za kilka lat.
Węglowe elektrownie pozostaną w niemieckiej sieci na dłużej
Merz skonkretyzował zdroworozsądkowy zapis umowy koalicyjnej z socjaldemokratami SPD, mówiąc wprost: wycofywanie się z węgla zakończy się tylko wtedy, gdy nowe elektrownie gazowe będą w stanie zrównoważyć utraconą produkcję energii. Harmonogram wyłączania elektrowni węglowych zostanie dostosowany do tempa budowy regulowanych elektrowni gazowych.
Elektrownia węglowa Schwarze Pumpe, którą wcześniej planowano zamknąć, może teraz działać jeszcze przez lata. Podobny los czeka inne niemieckie elektrownie węglowe, które miały zostać wycofane z eksploatacji w ramach planów dekarbonizacji. Ta decyzja oznacza praktyczne porzucenie ambitnych celów klimatycznych na rzecz bezpieczeństwa energetycznego i konkurencyjności gospodarczej.
Eksperci przewidują powrót do rosyjskiego gazu
Amerykański ekspert ds. energii Thomas O’Donnell z think-tank Wilson Center ocenił, że niemieckie podejście nie rozwiązuje sedna problemu, jakim są „fundamentalistyczne zielone założenia polityki energetycznej”. Według jego analizy, utrzymanie się na dwóch stołkach – rozwijanie opcji pomostowej w postaci elektrowni gazowych przy jednoczesnym nierezygnowaniu z OZE – jest skazane na porażkę.
„Merz sprzedaje ludziom historyjkę, że dzięki posunięciom fiskalnym naprawi sposób finansowania Energiewende. Ale to ułuda” – podkreślał O’Donnell. Ekspert wskazał na fundamentalny problem technologiczny: po ponad 45 latach badań wciąż nie istnieje uniwersalna technologia magazynowania energii na skalę sieciową. Dodatkowo przewiduje, że odmrożenie dostaw z Rosji znów stanie się żywotnym interesem Niemiec ze względu na potrzebę taniego surowca dla nowych elektrowni gazowych.
Analityk Wilson Center określił model „OZE wspierane przez gaz” mianem technicznego złudzenia. „Jedynym trwałym rozwiązaniem jest rozbudowa energetyki jądrowej i ograniczenie OZE do poziomu, który nie wymaga gigantycznych systemów magazynowania ani kosztownej przebudowy sieci” – podsumował.
Niemiecka gospodarka płaci wysoką cenę za nieudaną transformację energetyczną. Nie ma tygodnia bez złych wieści z rynku pracy u naszego zachodniego sąsiada. Dla polskich firm współpracujących z niemieckimi partnerami oznacza to niepewność i konieczność poszukiwania alternatywnych rynków zbytu.
