Zasady dopłat do polskich emerytur dla obcokrajowców mogą się wkrótce zmienić z inicjatywy posła Ryszarda Wilka. Jako przykład wskazał kobietę, której wypracowana w Polsce emerytura wynosi 13,86 zł, a mimo to dopłata do niej sięga 1539,49 zł miesięcznie. Zakład Ubezpieczeń Społecznych potwierdza sam mechanizm, ale zaprzecza, że wynika on wprost z międzynarodowej umowy. Sam poseł opisał całą sprawę w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Jeden dzień pracy budzi spór o emerytury
Ryszard Wilk zamieścił w serwisie X nagranie. Opisuje w nim decyzję ZUS wobec konkretnej obywatelki Ukrainy. Kobieta wypracowała w Polsce emeryturę o wartości 13,86 zł miesięcznie. Ukraińskie świadczenie wynosiło w tym czasie 371,14 zł. Suma obu kwot nie sięgała polskiej emerytury minimalnej. Państwo dopłaciło różnicę.
Dopłata do minimum wyniosła w tym przypadku 1539,49 zł miesięcznie, a łączne świadczenie po wyrównaniu 1607,35 zł. Do tego doszło jednorazowe wyrównanie za wcześniejszy okres w wysokości 73 130,79 zł. „Od kilku lat trąbimy, że mamy feralną umowę między Polską a Ukrainą z 2012 roku”, mówi poseł Konfederacji. Jego zdaniem to właśnie ta umowa sprawia, że nawet jeden przepracowany dzień w Polsce może wystarczyć do otrzymania polskiej emerytury, jeśli ktoś w ogóle nabył prawo do świadczeń.
Wilk zasiada w trzech komisjach sejmowych. Jedna z nich zajmuje się kontrolą państwową. Jego zdaniem różnica między wysokością emerytur w obu krajach czyni ten kontrowersyjny mechanizm dopłat niesprawiedliwym wobec polskich podatników.
ZUS potwierdza mechanizm, ale nie winę umowy
Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie przeczy, że taki mechanizm działa. Zaznacza jednak, że nie wynika on wprost z umowy z Ukrainą, tylko z polskich przepisów o świadczeniu najniższym. Zgodnie z wyjaśnieniem ZUS, osobom mieszkającym w Polsce, którym świadczenie przyznano z zastosowaniem umów międzynarodowych o zabezpieczeniu społecznym, wysokość podwyższa się tak, aby suma świadczenia polskiego i zagranicznego nie była niższa od kwoty najniższej polskiej emerytury.
Warunki są trzy. Trzeba osiągnąć polski wiek emerytalny, czyli 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn. Trzeba mieszkać w Polsce. I trzeba mieć wystarczający staż ubezpieczeniowy, liczony jako suma okresów przepracowanych w Polsce i na Ukrainie.
Koszty dopłat rosną szybciej niż liczba osób
Skala zjawiska od lat rośnie, choć w liczbach bezwzględnych pozostaje niewielka na tle całego systemu emerytalnego. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że wydatki na wyrównania dla obywateli Ukrainy rosną z roku na rok. W 2020 roku wyniosły 221,8 tys. zł, a w 2024 roku już 865,2 tys. zł. Od stycznia do października 2025 roku wyniosły już 1,266 mln zł.
Liczba samych beneficjentów rośnie znacznie wolniej niż kwoty. W 2021 roku dopłatę pobierało 1215 obywateli Ukrainy. Rok później było ich 1205. „Jedna składka gwarantuje uzyskanie statusu emeryta”, wyjaśnił Tomasz Lasocki, ekspert do spraw zabezpieczenia społecznego, dodając, że z tego samego prawa korzystają też Polacy mieszkający za granicą.
Umowa z 2012 roku reguluje tylko staż pracy
Umowę między Polską a Ukrainą o zabezpieczeniu społecznym podpisano 18 maja 2012 roku. Ze strony polskiej zrobił to rząd koalicji PO-PSL. Zgodnie z jej treścią osoba, która pracowała i podlegała ubezpieczeniom społecznym w obu krajach, może uzyskać emeryturę zarówno z Polski, jak i z Ukrainy, pod warunkiem spełnienia wymogów obu państw.
Kluczowy jest jeden mechanizm. Jeśli krajowe przepisy wymagają określonej długości stażu do nabycia prawa do świadczenia, instytucja ustalająca uprawnienia uwzględnia również okresy przebyte w drugim państwie. Same okresy nie mogą się jednak pokrywać. Umowa reguluje więc sumowanie stażu. Nie reguluje wysokości wyrównania do polskiego minimum.
Ustawy wciąż nie ma w Sejmie
Wilk mówi, że jego biuro przygotowuje ustawę. Gotowego projektu jeszcze nie ma. Chciałby przeprowadzić ją przez Sejm, ale w chwili publikacji materiału dokument nie trafił jeszcze pod obrady izby. Nagranie, w którym poseł opisał sprawę, ukazało się na jego koncie na X.
Poseł zastrzega jeden warunek zmian. Nowe przepisy miałyby dotyczyć wyłącznie przyszłych emerytur. Nie objęłyby świadczeń już przyznanych. Ci, którzy dziś pobierają dopłatę do minimum, zachowaliby ją bez zmian.
Zmiana obejmie dopiero przyszłe emerytury
Odpowiedź zależy od tego, czy projekt w ogóle trafi do Sejmu. Dopóki ustawa nie powstanie, obowiązują dzisiejsze zasady wyrównania do polskiego minimum. Obywatel Ukrainy, który przepracuje w Polsce choćby krótki okres i spełni pozostałe warunki, wciąż może liczyć na dopłatę.
Wilk deklaruje, że nowe przepisy nie miałyby charakteru retroaktywnego. Zmiana, jeśli w ogóle wejdzie w życie, dotknęłaby wyłącznie osób, które dopiero w przyszłości nabędą prawo do polskiej emerytury.
Masowy napływ ukraińskich emerytów jest jednak mało prawdopodobny
Obawy o napływ emerytów pojawiają się właśnie z powodu niskiego progu wejścia do systemu. W praktyce dopłata wymaga jednak legalnego pobytu w Polsce przez cały okres jej pobierania. ZUS weryfikuje to na bieżąco, korzystając z rejestrów Straży Granicznej, a świadczenie zostaje zawieszone natychmiast po wyjeździe z kraju.
Zdaniem ekspertów masowy napływ z tego powodu jest jednak mało prawdopodobny. Polskiej emerytury nie da się swobodnie przenieść za granicę, a koszty mieszkania i wyżywienia trzeba pokrywać na miejscu. Osoby, które przyjeżdżają do Polski, w większości szukają stałego zatrudnienia, nie jednorazowej składki.
Liczba osób pobierających dopłatę zmniejsza się od lat i sięga obecnie około 1,2 tysiąca. Ponad 60 procent uchodźców z Ukrainy ma w Polsce pracę. To jeden z najlepszych wyników w całej Europie. Daniny płacone przez pracujących Ukraińców przewyższają wydatki państwa na pomoc dla tej grupy.
