Grudniowa sesja Rady Miasta Tychy ujawniła kolejny transfer publicznych pieniędzy – 2 miliony złotych na podwyższenie kapitału zakładowego spółki Tyski Sport. Wszystko wskazuje na to, że kwota ta ostatecznie zasili Klub Piłkarski GKS Tychy. Prezydent Maciej Gramatyka próbuje teraz negocjować miejsce w zarządzie jako warunek wpłaty, choć takich zapisów zabrakło w oryginalnej umowie sprzedaży z 2023 roku.
Rada przekazuje miliony na klub, w którym miasto straciło kontrolę
Radny Sławomir Wróbel z PiS zadał na grudniowej sesji pytanie o los 2 milionów złotych przeznaczonych dla Tyskiego Sportu. Tyski Sport formalnie posiadał dotychczas 25 procent udziałów w KP GKS Tychy. Prezydent przyznał wprost, że ta wartość już nie odpowiada stanowi faktycznemu. Inwestor podwyższył kapitał klubu, a miasto nie wzięło udziału w tej rundzie finansowania. Efekt? Udziały samorządu zostały rozwodnione poniżej tego progu.
Gramatyka wskazał, że inwestor planuje dalsze finansowanie klubu poprzez kolejne podwyższenia kapitału. Jeśli Tychy nie będą uczestniczyć w tych operacjach, ich udziały stopnieją do poziomu marginalnego. Stąd decyzja o dokapitalizowaniu – to próba zachowania chociaż resztek wpływu na klub, który przez dekady był wizytówką miasta.
Prezydent walczy o fotel w zarządzie. Próbuje naprawić błędy poprzedników
Maciej Gramatyka nie ukrywa, że 2 miliony złotych to dla niego karta przetargowa w negocjacjach z Pacific Media Group. Chce uzależnić wpłatę od przyznania miastu miejsca w zarządzie klubu. Problem? Oryginalnej umowie z kwietnia 2023 roku, podpisanej przez poprzedniego prezydenta Andrzeja Dziubę, zabrakło takich zapisów.
„Rozmawiałem z inwestorem o tym, by uzależnić wpłatę od tego, byśmy mieli członka zarządu, żeby mieć większą kontrolę nad finansami, ale to jest wszystko jeszcze w trakcie dyskusji, bo tego nie było w umowie, która była podpisana zanim ja tutaj przyszedłem, więc to jest trochę bardziej skomplikowane” – tłumaczył prezydent radnym podczas sesji.
Gramatyka podkreślił potrzebę „większej kontroli nad finansami” klubu. To eufemizm ukrywający prawdziwą intencję – miasto chce wiedzieć, jak wydawane są pieniądze. Bez przedstawiciela w zarządzie samorząd przekazuje pieniądze w ciemno, nie mając wglądu w decyzje zarządu ani strategię rozwoju klubu.
Szanse na sukces tych negocjacji? Trudne do oceny. Pacific Media Group nie ma obowiązku ustępować, bo umowa nie przewiduje takich warunków. Inwestor może po prostu odmówić, a miasto stanie przed dylematem – przekazać 2 miliony bez gwarancji kontroli czy wycofać się z dokapitalizowania i stracić resztki udziałów.
Pacific Media Group kupiło klub za 1,5 mln euro. Bilans: seria porażek sportowych
Amerykański koncern Pacific Media Group przejął 75 procent udziałów w GKS Tychy w kwietniu 2023 roku, płacąc 1,5 miliona euro. Obietnice? Awans do Ekstraklasy i profesjonalne zarządzanie klubem według standardów zachodnich. Rzeczywistość po dwóch latach wygląda zupełnie inaczej.
GKS Tychy kończy rundę jesienną sezonu 2024/2025 na dziewiątym miejscu w tabeli 1. ligi z 27 punktami. Do lidera Ruchu Chorzów traci 18 punktów, do strefy barażowej o awans – 10 punktów. Obecny sezon to juz jednak sportowa katastrofa – przedsostatnie miejsce w lidze i widmo spadku do 2. ligi.
Portfolio Pacific Media Group przypomina cmentarzysko sportowych ambicji. Koncern kontroluje osiem klubów piłkarskich w Europie, a ich losy układają się według powtarzalnego scenariusza – spadki z lig i problemy finansowe. Belgijski KV Oostende, klub z bogatą historią, zbankrutował w 2023 roku z długiem przekraczającym 10 milionów euro. Angielski Barnsley FC spadł z Championship do League One. Francuski AS Nancy-Lorraine tuła się w niższych ligach, a duński Esbjerg fB balansuje na granicy bankructwa.
Niemniej inwestor wpompował w GKS Tychy zgodnie z umową kolejne transze kapitału po przejęciu, ale pieniądze te nie przełożyły się na wyniki na boisku. Klub na szczęscie wciąż pozostaje w 1. lidze, tracąc jednakże jakiekolwiek szanse na awans. Fani GKS obserwują rozwój sytuacji z niepokojem, widząc możliwy scenariusz występów klubu w 2. lidze.
Hokej za 4 miliony, piłka za 3,3. Sport elit zabiera lwią część budżetu
Budżet Tychów na dotacje sportowe w 2025 roku obnaża drastyczną dysproporcję między finansowaniem sportu zawodowego a aktywnością masową mieszkańców. Dwie spółki miejskie – Tyski Sport i GKS Tychy (hokej) – pochłaniają łącznie ponad 8 milionów złotych. Pozostałe kilkadziesiąt organizacji sportowych dzieli między siebie raptem 2,1 miliona złotych.
Hokeiści otrzymują 3 980 000 złotych dotacji na sezon 2024/2025. Piłkarze seniorzy GKS Tychy dostają 3 265 000 złotych. Koszykarze z klubu Re-Plast – 615 000 złotych. Razem daje to 7 860 000 złotych dla trzech dyscyplin elitarnych. Dla porównania, Uczniowski Klub Sportowy Olimpijczyk, który prowadzi sekcje dla dzieci i młodzieży w różnych dyscyplinach, otrzymuje 500 000 złotych. Klub Sportowy Unia Tychy – 170 000 złotych.
Ta struktura wydatków rodzi pytanie o priorytety samorządu. Czy wspieranie profesjonalnego sportu, który nie przynosi przychodów komercyjnych, powinno dominować nad rozwojem sportu masowego dla mieszkańców? Prezydent Gramatyka sam przyznaje, że to dylematy bez łatwych odpowiedzi.
Dotacje to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Tyski Sport otrzymuje od miasta rocznie około 6 milionów złotych rekompensaty za utrzymanie stadionu przy ulicy Edukacji. Ta kwota systematycznie rośnie – w 2018 roku wynosiła 3 miliony złotych, w 2020 – 5,8 miliona, w 2025 sięgnie 6,3 miliona. Koszty energii, konserwacji murawy i infrastruktury pochłaniają coraz więcej środków publicznych.
Frekwencja na meczach GKS waha się między 1000 a 3000 widzów, w zależności od rangi spotkania. Stadion pomieści 15 000 osób. Koszt utrzymania obiektu w przeliczeniu na każdego kibica obecnego na trybunach wynosi kilkaset złotych rocznie. To niewesołe rachunki dla miejskiej kasy.
„Nie powinny tym zajmować się samorządy”, ale miliony płyną strumieniem
Prezydent przyznał, że finansowanie sportu zawodowego to nie zadanie samorządów, a jednocześnie tłumaczył konieczność przekazywania milionów złotych do klubów.
„Finansowanie sportu zawodowego to trudny temat, bo nie powinny tym zajmować się samorządy, ale bez udziału gminy klub nie byłby w stanie funkcjonować” – mówił Gramatyka podczas sesji. Ta diagnoza trafia w sedno problemu, ale nie przynosi rozwiązania.
Prezydent odwołał się do sytuacji finansowej klubu jako głównego argumentu za wsparciem. „Póki jest taka sytuacja, jaka jest dzisiaj, ten udział miasta w finansowaniu, w moim odczuciu, powinien być obecny, chociaż nie jest to wymarzona sytuacja, ale też klub nie jest w takiej z kolei sytuacji, żeby zarabiał, bo on cały (…), nie zarabia pieniędzy na swojej działalności” – przyznał.
