Piątkowy mecz koszykarskiej reprezentacji Polski z Izraelem w katowickim Spodku miał być sportowym świętem. Zamiast tego stał się areną skandalicznych działań ochrony, która groziła kibicom aresztem za palestyńskie symbole na policzku i systematycznie polowała na flagi Palestyny. Incydenty w hali obnażyły serwilistyczną postawę polskich władz wobec Izraela i podwójne standardy w traktowaniu manifestacji politycznych. Choć Polska wygrała 66:64, prawdziwą porażkę poniosły podstawowe prawa obywatelskie.
Hymn zagłuszony gwizdami – kibice pamiętają o skandalicznych transparentach
Już od pierwszych chwil meczu atmosfera w Spodku była naelektryzowana. Hymn Izraela został zagłuszony ogłuszającymi gwizdami polskich kibiców, a każdy kontakt izraelskich zawodników z piłką spotykał się z buczeniem tak głośnym, że spiker z trudem przebijał się przez hałas. Taka reakcja nie wzięła się znikąd – kibice doskonale pamiętali skandaliczne transparenty, które izraelscy fani wywiesili podczas meczu z Rakowem Częstochowa w europejskich pucharach, oskarżając Polaków o Holokaust i nazywając ich mordercami od 1939 roku.
Ta pamięć o prowokacjach zdeterminowała nastawienie polskich kibiców, którzy postanowili odpowiedzieć własnymi formami protestu. Sektor zajęty przez miejscowych fanów zdominował halę, a niebiesko-białe stroje izraelskich kibiców znikały w morzu polskich barw. Jednak to, co miało być spontaniczną reakcją na wcześniejsze prowokacje, szybko przekształciło się w systematyczne działania ochrony wymierzone w palestyńskie symbole.
„Zmyj flagę albo 48 godzin aresztu” – bezprawne groźby wobec kibica
Najbardziej bulwersujący incydent dotknął kibica o imieniu Tymon, który miał wymalowaną na policzku flagę Palestyny. Jak relacjonuje Weszlo.com, w połowie drugiej kwarty podeszło do niego trzech ochroniarzy z ultimatum, które naruszało podstawowe prawa obywatelskie. „Podeszło do mnie trzech panów z ochrony i usłyszałem od nich, że muszę zostać wyprowadzony z hali. Na początku nie powiedzieli mi dlaczego” – relacjonował mężczyzna w rozmowie z dziennikarzem.
Dalszy rozwój sytuacji obnażył całkowitą bezprawność działań ochrony. Po kontakcie z przełożonymi, postawili mu jasną alternatywę: albo zmywa flagę z policzka i poddaje się legitymowaniu, albo zostanie zabrany na komisariat i zatrzymany na 48 godzin za rzekome „podżeganie do nienawiści na tle rasowym i narodowościowym„.
Dla przypomnienia, w 1982 r. ustanowiono stosunki dyplomatyczne i podniesiono ich rangę do szczebla Ambasady OWP. Natomiast w 1988 roku Polska uznała proklamację niepodległego państwa palestyńskiego i od tej pory na terenie Warszawy znajduje się Ambasada Palestyny. W styczniu 2005 r. uruchomiono w Ramallah Biuro Przedstawiciela RP przy Palestyńskiej Władzy Narodowej (PWN).
Polowanie na palestyńskie symbole trwa w najlepsze
Przypadek Tymona nie był odosobniony, ochrona systematycznie „wyłapywała wszelkie flagi Palestyny na trybunach i kazała je ukrywać”. Działania te miały charakter selektywny i politycznie motywowany – jednocześnie próbowano zabierać flagi klubowe pod pretekstem „zasłaniania log sponsorów”, choć te same flagi wisiały tam bez problemu dwa dni wcześniej.
Materiały te szybko obiegły media społecznościowe, budząc oburzenie opinii publicznej.
Serwilistyczna postawa władz wobec Izraela obnażona
Kontrowersyjne działania ochrony w Spodku obnażyły głęboko zakorzenioną serwilistyczną postawę polskich władz wobec Izraela. Podczas gdy palestyńskie symbole były traktowane jako zagrożenie wymagające natychmiastowej interwencji, prowokacyjne działania izraelskich kibiców z przeszłości nie spotkały się z podobną reakcją organizatorów ani przedstawicieli rządu Donalda Tuska. Ta dysproporcja w traktowaniu różnych form ekspresji politycznej wskazuje na systemowy problem podwójnych standardów.
Prawne podstawy działań ochrony budzą poważne wątpliwości. Groźby 48-godzinnego aresztu za flagę na policzku to przekroczenie kompetencji, które może stanowić naruszenie Konstytucji RP gwarantującej wolność wyrażania opinii. Jak podkreślają prawnicy, ochrona prywatna nie ma uprawnień do legitymowania obywateli, a tym bardziej do formułowania gróźb karnych. Działania te stanowią przykład zastraszania obywateli, którzy chcą kibicować „niewłaściwej” drużynie z perspektywy organizatorów.
Reakcje w mediach społecznościowych pokazują, że społeczeństwo dostrzega te podwójne standardy i nie zamierza milczeć. Dokumentowanie przez dziennikarzy i aktywistów przypadków naruszania praw obywatelskich podczas EuroBasketu może stać się impulsem do szerszej debaty o granicach ingerencji państwa. Polski sport nie może stać się zakładnikiem jednostronnej polityki zagranicznej, która ukazuje serwilistyczną postawę rządu wobec jednego państwa i to ponad konstytucyjne prawa własnych obywateli.
