Krzysztof Wojczal, prawnik i analityk geopolityczny, który przewidział dokładnie atak Rosji na Ukrainę już w 2019 roku na swoim blogu oraz w książce „Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat”. Ten sam autor stworzył hasło #ToJestNaszaWojna i przez lata promował bezwarunkowe wsparcie dla Kijowa. W najnowszym materiale na swoim kanale YouTube ogłosił jednak koniec tej fazy. Dla prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, jak to ujął Wojczal, „dzień dziecka powoli się kończy”. Dowodem ma być wstrzymany w czerwcu tego roku transfer polskich myśliwców MiG-29 .
Analityk, który trafił z datą wojny
Krzysztof Wojczal zajmuje się na co dzień prawem handlowym i podatkowym, a po godzinach analizuje geopolitykę na blogu i kanale YouTube od kilkunastu lat. W 2019 roku opublikował artykuł, w którym przewidział, że Rosja wywoła wojnę do 2022 roku. W słynnej książce „Trzecia Dekada…”, doprecyzował jeszczę tę prognozę.
Ten sam autor stworzył hasło #ToJestNaszaWojna, pod którym przez lata promował bezwarunkowe wsparcie dla Ukrainy, i wydał pod tym samym tytułem książkę o wspólnym froncie Polski i Ukrainy. W najnowszym materiale na swoim kanale YouTube Krzystzof Wojczal odchodzi jednak od tej narracji i ogłasza, że dla Zełenskiego dzień dziecka powoli się kończy.
Polska w roli adwokata Ukrainy
Polska odegrała rolę katalizatora, który nadał kierunek zachodniej pomocy militarnej i politycznej wobec Ukrainy, według Wojczala. W pierwszej fazie wojny stolice Europy Zachodniej przyjęły polską narrację, zakładającą że bezpieczeństwo Kijowa jest tożsame z bezpieczeństwem NATO. Administracja w Waszyngtonie, pod wpływem środowiska Donalda Trumpa, zaczęła wtedy dystansować się od bezpośredniego zaangażowania, a to własnie Polska stała się mostem narracyjnym, który pozwolił Europie Zachodniej przejąć odpowiedzialność za pomoc Ukrainie.
Wojczal wskazuje konkretne działania stojące za tą zmianą. Intensywna aktywność prezydenta Andrzeja Dudy wymusiła na partnerach zachodnich rewizję polityki nieeskalowania. Polska jako pierwsza przekazała Ukrainie czołgi, a potem samoloty, sprawdzając w praktyce reakcję Moskwy na przełamywanie rosyjskich tzw. czerwonych linii. Bierność Rosji wobec tych transferów zdjęła ciężar ryzyka z pozostałych państw NATO, a zachodnie stolice skopiowały polską argumentację niemal w całości.
Erozja zaufania do Kijowa
Obecny kryzys w relacjach dwustronnych wynika, według Wojczala, z podporządkowania długofalowego przetrwania Ukrainy bieżącym interesom politycznym ekipy Zełenskiego. Szczególnie destrukcyjnym narzędziem stała się jego zdaniem ukraińska polityka historyczna, rozpowszechniająca w przestrzeni publicznej narrację umniejszającą odpowiedzialność za zbrodnie UPA na Polakach z czasów drugiej wojny światowej.
Konkretnym przykładem tej polityki stało się nadanie w maju tego roku jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia Bohaterów UPA przez prezydenta Zełenskiego. Prezydent Karol Nawrocki zapowiedział w odpowiedzi odebranie ukraińskiemu przywódcy Orderu Orła Białego, najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Do sporu doszło w czasie, gdy w Hucie Pieniackiej trwały ekshumacje (przerwane!!) ofiar zbrodni z 1944 roku. Ukraińscy nacjonaliści zamordowali tam wtedy około 850 Polaków, głównie kobiet i dzieci.
Polska jako ostrzeżenie dla Zachodu
Polska staje się w tym ujęciu negatywnym studium przypadku dla innych państw obserwujących Kijów, w ocenie Wojczala. Zachodnie stolice, widząc jak Ukraina traktuje swojego najbardziej zaangażowanego sojusznika, zyskują polityczne alibi dla własnej, bradziej interesownej polityki wobec wojny.
Stopień zaangażowania w pomoc Ukrainie przestaje więc zauważalnie korelować z późniejszą lojalnością Kijowa, twierdzi Wojczal, a każda kolejna transza wsparcia będzie postrzegana nie jako inwestycja w bezpieczeństwo, lecz jako ryzykowna transakcja. Podobne wnioski formułują też inni polscy publicyści. Redaktor naczelny „Do Rzeczy” Paweł Lisicki mówił podczas debaty w Kanale Zero, że polska klasa polityczna latami traktowała krytykę Ukrainy jako atak na kraj broniący się przed agresją, przez co pozbawiła się narzędzi nacisku w sprawach pamięci historycznej.
MiG-29 i koniec dnia dziecka
Najmocniejszym dowodem na zmianę paradygmatu jest według Wojczala casus myśliwców MiG-29. Warszawa i Kijów rozpoczęły rozmowy o przekazaniu kolejnych maszyn pod koniec zeszłego roku, a wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował układ, w którym Polska oddaje samoloty w zamian za dostęp do ukraińskich technologii dronowych i rakietowych.
Strona ukraińska na początku przyjęła tę propozycję ale się z niej wycofała, przyznał Kosiniak-Kamysz w rozmowie z Polsat News. Wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Cezary Tomczyk potwierdził, że obecny rząd nie przekazał Ukrainie żadnego z pozostających w Polsce MiG-ów. Polska wysłała Ukrainie dotąd czternaście takich maszyn, jako jeden z pierwszych krajów NATO, które zdecydowały się na taki krok.
Wojczal spodziewa się, że ten model rozliczeń stanie się normą. Przewiduje odejście od darowizn na rzecz pożyczek obciążających przyszłe pokolenia Ukraińców i wymóg zastawów na majątku państwowym w zamian za wsparcie finansowe. Pomoc ma też zostać ściśle uzależniona od tempa reform strukturalnych.
Rachunek za polityczne błędy
Z perspektywy Wojczala obecna polityka Zełenskiego jest błędem strategicznym. Konfrontując się z Polską, Ukraina traci jedynego autentycznego adwokata swoich interesów, co w dłuższej perspektywie może uczynić ją przedmiotem, a nie podmiotem rozmów o nowym ładzie europejskim.
Polska, jak twierdzi Wojczal, odchodzi też od roli emocjonalnego opiekuna na rzecz chłodnego gracza przygotowującego się do wystawienia rachunku. W praktyce oznaczać to ma twarde egzekwowanie dostępu do procesu odbudowy kraju i zabezpieczenie interesów gospodarczych. Wojczal spodziewa się też wymuszenia ustępstw w obszarach dotąd pomijanych ze względu na wojenną konieczność.
