W swojej książce „Nienawiść. Jak cenzura niszczy nasz świat” Nadine Strossen opisuje rosnący problem wykorzystywania ustaw o „mowie nienawiści” nie jako narzędzia ochrony społeczeństwa, lecz jako pretekstu do ograniczania wolności słowa i tłumienia odmiennych poglądów politycznych. Pod pozorem walki z mową nienawiści władze coraz częściej sięgają po prawo, aby uciszyć opozycję, niewygodne idee oraz kontrolować debatę publiczną. Cenzura przybiera dziś formę pozornie tolerancyjną, ale wymachuje paragrafem jak batem.
Przykładem nadużycia jest Republika Południowej Afryki, gdzie w 2017 roku partia rządząca ANC wprowadziła surowe prawo przewidujące kary więzienia do trzech lat za mowę nienawiści. Wśród przykładów potencjalnie karalnych wypowiedzi znalazły się tweety Helen Zille, polityczki opozycji, w których wskazywała na pozytywne aspekty kolonializmu, takie jak rozwój infrastruktury, niezależne sądownictwo czy dostęp do bieżącej wody. To pokazuje, jak prawo może być wykorzystywane do tłumienia nie tylko jednoznacznie negatywnych, ale też kontrowersyjnych czy niepopularnych opinii politycznych.
Podobne zjawisko zaobserwowano w Niemczech, gdzie rząd Angeli Merkel zaproponował wielomilionowe kary dla platform społecznościowych za nieusuwanie w porę mowy postów uznanych za mowę nienawiści. W praktyce miało to zapobiec „negatywnemu wpływowi” na opinię publiczną w czasie kampanii wyborczych, co zdaniem krytyków miało posłużyć do osłabiania opozycji politycznej.
W Azji i Afryce przypadki nadużywania tych przepisów do uciszania mediów i aktywistów są liczne i alarmujące. W Kirgistanie dziennikarz i obrońca praw człowieka Azimjan Askarow został skazany na dożywocie pod zarzutem podżegania do nienawiści etnicznej – kara ta miała podłoże odwetowe za jego krytyczne reportaże. W Azerbejdżanie dyrektor finansowy gazety „Azadliq” trafił do więzienia za „mowę nienawiści religijnej” ze względu na posiadanie książek pewnego przywódcy religijnego. W Singapurze natomiast nastoletni aktywista spędził miesiąc w więzieniu za krytykę chrześcijaństwa i polityków w internecie.
W krajach takich jak Indie, Kenia czy Rwanda prawo o mowie nienawiści jest wykorzystywane do tłumienia głosów mniejszości, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego. Zdarza się, że krytyka samych przepisów traktowana jest jako przestępstwo.
Nie tylko poza Europą, ale i w niej, zdarzają się kuriozalne przypadki nadużyć. W Wielkiej Brytanii działaczka antynuklearna została oskarżona o nienawiść rasową za przeciągnięcie amerykańskiej flagi po ziemi podczas protestu. Prokuratura oskarżyła ją o działanie „motywowane nienawiścią rasową” wobec narodu amerykańskiego.
Największym paradoksem jest fakt, że przepisy mające chronić mniejszości, często służą do ich uciszania. Raporty organizacji praw człowieka, takich jak Human Rights Watch, podkreślają, że zbyt częste nadużycia tych praw mogą prowadzić do ograniczenia wolności słowa i legitymizacji politycznych represji.
W dobie rosnącej polaryzacji politycznej i cyfrowej kontroli nad debatą publiczną konieczne jest znalezienie równowagi między ochroną przed mową nienawiści a zachowaniem wolności słowa – fundamentu demokracji i wolnego społeczeństwa.
