Niemal cztery na pięć osób odrzuca pomysł Polskiego Stronnictwa Ludowego dotyczący zniesienia dwukadencyjności w samorządach. W konsultacjach społecznych, które zakończyły się 7 sierpnia, aż 78,6 procent z niemal trzech tysięcy uczestników wypowiedziało się przeciwko projektowanym zmianom. „Dosyć koryciarstwa i siedzenia na stołkach przez całe życie” – tak brzmi jeden z najostrzejszych komentarzy obywateli. Sprzeciw społeczeństwa wobec propozycji PSL okazał się miażdżący, a argumenty przeciwników zmiany koncentrują się wokół obaw przed powrotem układów lokalnych i „dynastycznym dzierżeniem władzy” przez tych samych polityków.
Polacy bezlitośni dla pomysłu PSL. Niemal 80% przeciw zniesieniu dwukadencyjności
Wyniki konsultacji społecznych nie pozostawiają wątpliwości co do stanowiska obywateli. Spośród 2779 uczestników aż 78,6 procent jednoznacznie odrzuciło propozycję zniesienia dwukadencyjności w samorządach. Jedynie 17,5 procent ankietowanych poparło projektowane zmiany. Niemal identyczne proporcje pojawiły się w odpowiedzi na pytanie o akceptację konkretnych rozwiązań zawartych w projekcie ustawy – 78 procent uczestników odpowiedziało negatywnie.
Co szczególnie istotne, zdecydowana większość uczestników konsultacji – aż 98,1 procent – reprezentowała wyłącznie siebie, a nie podmioty instytucjonalne. To oznacza, że mamy do czynienia z autentycznym głosem zwykłych obywateli, a nie zorganizowaną kampanią konkretnych grup interesu. Blisko dwie trzecie ankietowanych (62 procent) stwierdziło również, że proponowane regulacje dotyczą ich bezpośrednio, co świadczy o wysokim poziomie zaangażowania społecznego w tę kwestię.
„Polityków jak pieluchy należy zmieniać często” – najostrzejsze głosy obywateli
Komentarze złożone w ramach konsultacji społecznych nie pozostawiają złudzeń co do nastrojów społecznych. Jeden z uczestników napisał wprost: „Polityków – jak pieluchy – należy zmieniać często, z dokładnie tego samego powodu. Nie jest wskazanym dla obywateli utrzymywanie na stołkach tych samych ludzi bez przerwy, a tego typu zmiana sprawia, że istnieje ryzyko dynastycznego dzierżenia władzy przez te same osoby„. Inny uczestnik dodał lakonicznie: „Dosyć koryciarstwa i siedzenia na stołkach przez całe życie„.
Obawy obywateli koncentrują się głównie wokół ryzyka powrotu do patologicznych układów lokalnych. „Wprowadzenie tych zmian będzie skutkowało powrotem do poprzedniego stanu rzeczy, który był niekorzystny dla lokalnych społeczności, ze względu na tworzenie się układów lokalnych z przedsiębiorcami, niedopuszczanie do rotacji i odmłodzenia kadry oraz kierowanie się przez włodarzy własnym interesem a nie interesem społecznym” – argumentował jeden z komentujących.
Szczególnie dobitnie brzmi opinia innego uczestnika konsultacji: „Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że propozycja zniesienia dwukadencyjności to działanie obliczone na utrzymanie władzy przez tych, którzy już ją posiadają, a nie realna troska o jakość demokracji lokalnej„.
Eksperci od demokracji alarmują. Ograniczenie kadencji chroni przed patologiami
Argumenty merytoryczne przeciwko zniesieniu dwukadencyjności w samorządach przedstawione w konsultacjach społecznych są szczególnie przemyślane. Jeden z uczestników podkreślił, że „dwukadencyjność daje większe szanse nowym kandydatom przy znaczącej asymetrii sił. Nowi kandydaci mają większą szansę na przebicie się, gdy nie muszą rywalizować z wieloletnimi urzędnikami dysponującymi zapleczem i rozpoznawalnością”.
Kluczowym argumentem jest również kwestia zapobiegania korupcji i nadużyciom władzy. „Ograniczenie kadencji może zmniejszyć także ryzyko nadużyć i korupcji, zwłaszcza w miejscach, gdzie lokalne media są zależne od samorządów” – wskazał jeden z komentujących. Inny uczestnik konsultacji poszedł jeszcze dalej, argumentując, że „wprowadzana zmiana prowadzi do przekształcenia stanowisk burmistrzów i wójtów z samorządowych w oligarchiczne„.
Szczególnie niepokojąco brzmi ostrzeżenie jednego z uczestników, który napisał: „Z historii można jasno wywnioskować, że eliminowanie limitów kadencji to był pierwszy krok do ustanowienia większości ustrojów totalitarnych„. Ten radykalny głos pokazuje, jak głębokie są obawy części społeczeństwa przed koncentracją władzy w rękach tych samych osób.
Mniejszość broni długofalowych planów. Co mówią zwolennicy zniesienia limitów
Mimo przeważającego sprzeciwu, w konsultacjach pojawiły się również głosy popierające zniesienie dwukadencyjności w samorządach. Zwolennicy zmiany argumentują przede wszystkim kwestiami praktycznymi związanymi z realizacją długofalowych projektów rozwojowych. „Dotychczasowy zapis ogranicza prawo wyboru. Uniemożliwia lub znacząco ogranicza kontynuowanie planów długofalowych. Przekreśla chęć wprowadzania strategii długofalowych przez wójta, burmistrza czy prezydenta” – napisał jeden z uczestników.
Inny zwolennik zmiany podkreślał aspekt demokratyczny: „Dwukadencyjność stanowi ograniczenie dla włodarzy, którzy realizują wieloletnie programy rozwojowe samorządów. Jest zaprzeczeniem idei demokracji w przypadku, gdy włodarz sprawdza się na stanowisku, ma poparcie społeczne”. Podobny ton prezentowała uczestniczka, która stwierdziła: „Chciałabym mieć prawo wyboru, mieszkam w gminie gdzie jest doświadczony wójt i chciałabym ponownie na niego głosować„.
Argumenty zwolenników koncentrują się więc głównie wokół kwestii ciągłości zarządzania, wykorzystania nabytego doświadczenia oraz respektowania woli wyborców, którzy chcieliby ponownie zagłosować na sprawdzonych włodarzy.
PSL pcha kontrowersyjną ustawę mimo sprzeciwu społecznego
Projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego złożony przez Polskie Stronnictwo Ludowe w lipcu tego roku zakłada nie tylko zniesienie zasady dwukadencyjności dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Propozycja PSL przewiduje również likwidację zakazu startowania przez kandydata na włodarza w wyborach do rady powiatu i sejmiku województwa, co dodatkowo zwiększyłoby możliwości politycznego manewrowania.
Obecna zasada dwukadencyjności została wprowadzona stosunkowo niedawno – w 2018 roku – i obowiązuje dopiero od wyborów samorządowych przeprowadzonych w tym samym roku. Wówczas nowelizacja Kodeksu wyborczego nie tylko ograniczyła liczbę kadencji, ale również wydłużyła ich czas trwania z czterech do pięciu lat. Oznacza to, że pierwsi włodarze objęci tym ograniczeniem mogą stracić możliwość kandydowania dopiero w wyborach 2028 roku. Propozycja PSL budzi więc uzasadnione podejrzenia, że chodzi o uratowanie stanowisk dla polityków, którzy w przyszłości mogliby zostać dotknięci ograniczeniem kadencyjności.
Demokracja lokalna w ogniu krytyki. Czy dwukadencyjność rzeczywiście szkodzi samorządom
Wprowadzenie dwukadencyjności w 2018 roku było odpowiedzią na długoletnie problemy polskich samorządów związane z brakiem rotacji kadr i narastającymi patologiami władzy lokalnej. Przed 2018 rokiem niektórzy włodarze sprawowali swoje funkcje przez dekady, budując nieformalne systemy wpływów i zależności, które utrudniały demokratyczną konkurencję.
Krytyczne komentarze z konsultacji społecznych pokazują, że obywatele doskonale pamiętają te problemy. „Brak kadencyjności w samorządzie powoduje tworzenie układów i sitw, wypalenie i rutynę samorządowców. Kadencyjność to świeża krew, kreatywność” – napisał jeden z uczestników. Inny dodał: „Dwukadencyjność jest pożądana z wielu powodów: po pierwsze, ogranicza ryzyko patologii związanych z nadmiernym przywiązaniem do władzy; po drugie, chroni przed wypaleniem i stagnacją, które często pojawiają się po zbyt długim pełnieniu tej samej funkcji; po trzecie, otwiera drogę do świeżego spojrzenia na stare problemy„.
Ostatnie lata pokazały, że dwukadencyjność rzeczywiście przyczyniła się do zwiększenia rotacji na stanowiskach włodarzy i pojawienia się nowych, często młodszych kandydatów. Czy PSL zdoła przeforsować swój kontrowersyjny projekt mimo tak zdecydowanego sprzeciwu społecznego, okaże się w najbliższych miesiącach.
