Niemieccy internauci pod materiałem Polskiego Radia o Heinzu Reinefarthcie nazwali ofiary rzezi Woli uzasadnionymi celami wojskowymi. Analiza profili komentujących wskazuje, że w większości nie są to anonimowe konta. Berlińska filia Instytutu Pileckiego nazywa to szokującym negacjonizmem. Sprawa nie kończy się na komentarzach chwalących politykę nazistów w niemieckiej sieci.
Komentarze, które usprawiedliwiają zbrodnię
Niemieckojęzyczna redakcja Polskiego Radia opublikowała w sobotę wywiad z historykiem Philippem Martim, autorem książki o Heinzu Reinefarthcie. Dowódca odpowiadał za pacyfikację warszawskiej Woli w sierpniu 1944 roku. Materiał nosił tytuł „Das unbewältigte Verbrechen. Heinz Reinefarth und der Warschauer Aufstand”. Pod publikacją wylała się fala komentarzy kwestionujących niemiecką odpowiedzialność za zbrodnię. „To nie była zbrodnia. To byli kombatanci i pomocnicy polskiej Armii Krajowej, a więc uzasadnione cele”, napisała jedna z komentujących osób o ofiarach rzezi Woli.
Inni autorzy przekonywali, że niemieckie wojska podczas Powstania Warszawskiego starały się oszczędzić ludność cywilną i ograniczyć zniszczenia miasta. Pojawiły się też wpisy przenoszące odpowiedzialność na stronę polską, z zapowiedzią, że „polscy zbrodniarze zostaną wreszcie pociągnięci do odpowiedzialności”. Jeden z komentujących zadeklarował, że nie zamierza potępiać Reinefartha. Zamierza go czcić.
Szokujący negacjonizm rzekomych demokratów
Hanna Radziejowska, kierownik berlińskiego oddziału Instytutu Pileckiego, odniosła się do fali pronazistowskich komentarzy w Niemczech. „Pod wywiadem z Philippem Martim, autorem książki o Heinzu Reinefarthcie, opublikowanym na niemieckiej stronie Polskiego Radia, wylała się fala komentarzy rewizjonistycznych, a chwilami wręcz nazistowskich. Komentujący podważają niemieckie zbrodnie popełnione podczas Powstania Warszawskiego na powstańcach i ludności cywilnej, bronią Heinza Reinefarth, a nawet atakują Polaków, oskarżając ich o zbrodnie na niemieckich żołnierzach i cywilach”, powiedziała.
Według Radziejowskiej analiza profili komentujących wskazuje, że w większości nie są to konta anonimowe, tworzone do prowokowania dyskusji. „Trudno w to uwierzyć. To kompletnie szokujący negacjonizm i rodzaj agresji wobec polskich ofiar niemieckich zbrodni, wobec Powstania Warszawskiego. Zero wiedzy, zero uznania niemieckich zbrodni i odpowiedzialności”, oceniła.
AfD i podatny grunt dla negowania zbrodni
Radziejowska wiąże skalę zjawiska ze wzrostem popularności AfD w Niemczech. Jej zdaniem sukcesy tego ugrupowania stały się katalizatorem, który złamał dotychczasową powściągliwość w wyrażaniu poglądów rewizjonistycznych i uruchomił falę wypowiedzi wcześniej rzadko obecnych w niemieckiej debacie publicznej. Winy nie ponosi jedna partia.
„Brak wiedzy, brak edukacji, brak ukarania zbrodniarzy i brak odszkodowań, wszystko to buduje podatny grunt. Wzrost i sukcesy AfD były katalizatorem, uruchomiły swoiste zerwanie z «polityczną poprawnością», uderza to bardzo mocno w prawdę historyczną i fakty”, stwierdziła Radziejowska.
Odpowiedź wzorowana na Muzeum Auschwitz
Instytut Pileckiego w Berlinie zapowiada teraz kampanię w mediach społecznościowych. Ma ona odpowiadać na negowanie niemieckich zbrodni w internecie. Radziejowska wskazuje, że placówka zamierza czerpać z doświadczeń Muzeum Auschwitz, instytucji, która od lat systematycznie reaguje na treści negujące zbrodnie publikowane w internecie, korygując fałszywe narracje na bieżąco.
Rzeź Woli i kariera bezkarnego dowódcy
Rzeź Woli rozpoczęła się 5 sierpnia 1944 roku, kilka dni po wybuchu Powstania Warszawskiego. W masowych egzekucjach dokonanych przez niemieckie oddziały, wśród których była też jednostka dowodzona przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha, zamordowano w ciągu kilku dni dziesiątki tysięcy mieszkańców warszawskiej dzielnicy.
Reinefarth nigdy nie odpowiedział przed sądem za zbrodnie popełnione w Warszawie. Sądu nie było. Po wojnie został burmistrzem Westerland na wyspie Sylt. Zasiadał też jako deputowany w landtagu Szlezwika-Holsztynu. Historię jego bezkarności opisał w książce Der Fall Reinefarth szwajcarski historyk Philipp Marti, autor wywiadu, pod którym wybuchła obecna fala komentarzy.
