Prokuratura w Toruniu wyjaśnia, czy wpisy o sprawie sierż. Michała Czabrowskiego złamały prawo. Śledczy sprawdzają, czy autorzy komentarzy ujawnili dane ze śledztwa i czy naruszyli dobra osobiste prowadzącej sprawę prokurator oraz policyjnego rzecznika dyscyplinarnego. Policyjna Solidarność odpowiada zarzutem poważniejszym, według związku śledztwo ma zastraszyć policjantów i dziennikarzy piszących o sprawie. Śledztwo obejmuje wpisy wielu autorów, od funkcjonariuszy po zwykłych internautów.
Co dokładnie sprawdza prokuratura w sprawie wpisów o Czabrowskim?
Prokuratura Okręgowa w Toruniu prowadzi śledztwo w sprawie wpisów publikowanych przez policjantów i media, a także przez zwykłych internautów, dotyczących sprawy Michała Czabrowskiego. Śledczy sprawdzają dwa wątki. Pierwszy dotyczy tego, czy autorzy wpisów ujawnili informacje z postępowania przygotowawczego. Drugi dotyczy tego, czy komentarze naruszyły dobra osobiste prokurator prowadzącej sprawę i policyjnego rzecznika dyscyplinarnego.
To odrębne postępowanie od pytania, czy sam Czabrowski przekroczył uprawnienia. Ta sprawa toczy się równolegle, przed sądem w Sopocie. I to od niej zaczęła się cała historia.
Co zrobił sierż. Czabrowski i jakie miał tego konsekwencje?
Do zdarzenia doszło we wrześniu 2024 roku, podczas interwencji w Sopocie. Czabrowski działał na polecenie prokuratora i miał doprowadzić na przesłuchanie mężczyznę podejrzanego o uprowadzenie własnego dziecka. Interwencja od początku była napięta. Zatrzymywany nie wykonywał poleceń i zachowywał się agresywnie. Funkcjonariusz użył wobec niego gazu pieprzowego i przewiózł go na komendę bez butów. Nie sięgnął wcześniej po łagodniejsze środki.
Prokuratura postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, zagrożony karą do trzech lat więzienia. Wcześniej sprawą zajął się też rzecznik dyscyplinarny sopockiej komendy, który uznał, że policjant przekroczył uprawnienia, i wniósł o naganę oraz ograniczenie jego zdolności do służby. Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku uniewinniła go w drugiej instancji. Karny wątek sprawy potoczył się inaczej.
Po postawieniu zarzutów prokuratura automatycznie zawiesiła Czabrowskiego w czynnościach służbowych. Zawieszenie trwało osiem miesięcy. Przez ten czas dostawał połowę podstawowego wynagrodzenia, bez dodatków i nadgodzin. Zamiast wychodzić na służbę, rozwoził towar do sklepu, żeby opłacić czynsz i żłobek dwuletniej córki. Dopiero na początku marca tego roku sąd w Sopocie uchylił zawieszenie i przywrócił go do pracy. Sam proces karny ruszył kilka tygodni później, na początku kwietnia.
W procesie mężczyzna, wobec którego funkcjonariusz użył gazu, występuje już nie jako podejrzany, lecz jako pokrzywdzony. Na początku rozprawy mówił, że obawiał się o bezpieczeństwo syna. Czabrowski liczy na szybkie zakończenie sprawy. „Czekam, by ta sprawa się w końcu zakończyła”, mówił przed wejściem na salę sądową.
Dlaczego Policyjna Solidarność mówi o próbie zastraszenia?
Związek zawodowy Policyjna Solidarność ostro skrytykował decyzję prokuratury o wszczęciu śledztwa w sprawie komentarzy. Przewodniczący związku Jacek Łukasik ocenił, że śledczy szkodzą przede wszystkim sobie. „Prokuratura próbuje ośmieszać policję, a tak naprawdę ośmiesza tylko samą siebie”, powiedział.
Łukasik poszedł dalej i wskazał na szerszy cel postępowania. „Moim zdaniem prokuratura chce po prostu zastraszyć wszystkich dziennikarzy i innych policjantów. To się nie uda”, dodał.
Co dalej ze śledztwem prokuratury?
Prokuratura Okręgowa w Toruniu podlega Prokuraturze Krajowej, na czele której stoi minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek. Prokuratura poinformowała, że postępowanie wciąż trwa. Nikomu jak dotąd nie przedstawiono zarzutów. Termin zakończenia śledztwa przedłużono do 25 września tego roku.
Do stanowiska Policyjnej Solidarności o rzekomym zastraszaniu prokuratura się nie odniosła. Czy komentarze internautów rzeczywiście naruszyły prawo, okaże się dopiero po zakończeniu postępowania.
