Sąd uznał, że żołnierz nie złamał prawa, gdy strzelał podczas próby sforsowania granicy przez grupę migrantów. Prokuratura Okręgowa w Warszawie odwołała się od tego wyroku. Sprawę ma teraz rozstrzygnąć Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie, mimo że nawet formalnie poszkodowani służący razem z nim żołnierze i strażnicy graniczni nie chcieli jego ścigania. Teraz o winie żołnierza zdecydują sędziowie wyższej instancji.
Dlaczego sprawa wraca do sądu mimo wyroku uniewinniającego
Prokuratura Okręgowa w Warszawie złożyła apelację od wyroku uniewinniającego szeregowego Karola S. Sprawa trafiła do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Rzecznik tej jednostki, prok. Piotr Skiba, potwierdził, że apelację przyjęto i skierowano do rozpoznania.
Wyrok, od którego odwołuje się prokuratura, zapadł pod koniec maja tego roku. Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uznał wtedy, że żołnierz nie przekroczył swoich uprawnień, gdy oddał serię strzałów w kierunku grupy osób siłą forsujących polską granicę, a robił to w ramach obowiązku, jaki nakłada na niego ustawa o obronie ojczyzny. Były szef Ministerstwa Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak nazwał decyzję prokuratury niebezpiecznym sygnałem dla każdego żołnierza i funkcjonariusza broniącego granicy. „Jeśli będziesz bronił granicy, możesz latami walczyć nie z agresorem, ale z własnym państwem”, napisał w mediach społecznościowych. Nawet formalne ofiary całego zdarzenia myślą inaczej niż prokuratura.
Nawet poszkodowani nie chcieli tej sprawy
Formalnie poszkodowanymi w tej sprawie są funkcjonariusze Straży Granicznej i żołnierze, którzy tamtego dnia stali obok Karola S. Żaden z nich nie zgłosił w zeznaniach poczucia zagrożenia z jego strony. Żaden nie żądał jego ścigania.
Sędzia Radosław Hunek przypomniał o tym podczas ogłaszania wyroku. Zaznaczył, że strzały Karola S. nie były wycelowane w nikogo, ani w migrantów, ani w funkcjonariuszy, ani w żołnierzy stojących obok. Prokuratura mimo to postanowiła zaskarżyć uniewinnienie.
Na czym prawnie oparł się sąd
Uzasadnienie wyroku sąd oparł na konkretnym przepisie. Artykuł 11 ustawy o obronie ojczyzny daje żołnierzom skierowanym do ochrony granicy prawo do stosowania środków przymusu bezpośredniego i użycia broni w sposób adekwatny do zagrożenia. Sędzia Hunek był jednoznaczny. „Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami”, stwierdził, ogłaszając wyrok.
Obrończyni żołnierza, mec. Edyta Skwira, nie kryje zdziwienia decyzją prokuratury. Apelację nazywa polemiką z ustaleniami i wyrokiem sądu.
Co działo się na granicy
Do zdarzenia doszło 25 marca 2024 roku w rejonie Dubicz Cerkiewnych. Migranci za pomocą samochodowego lewarka rozgięli przęsła stalowej bariery i weszli na polską stronę, niosąc drabiny potrzebne do pokonania kolejnej przeszkody, zwojów drutu ostrzowego. Gdy funkcjonariusze i żołnierze próbowali ich zatrzymać, migranci zaczęli się cofać, rzucając w ich stronę kamieniami i gałęziami.
W odpowiedzi funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego. Karol S. krzyknął ostrzeżenie, „Wojsko Polskie, stój”, a chwilę później dodał, „Wojsko Polskie, stój, bo strzelam”. Wtedy oddał strzały, które, jak twierdzi, miały być sygnałem alarmowym dla sąsiednich posterunków. Nie próbą trafienia kogokolwiek. Do tej pory nie był karany.
