Marcin Wiącek skończył dziś pięcioletnią kadencję Rzecznika Praw Obywatelskich. Jego następczynię, Sylwię Gregorczyk-Abram, Sejm wybrał głosami koalicji rządzącej, ale przegrany kontrkandydat nie zamierza odejść z pustymi rękami. Adam Borowski zapowiedział własną, nieformalną instytucję, która ma pełnić podobną rolę chociaż poza urzędem państwowym. Za wzór wskazał małżeństwo, które pomagało represjonowanym w czasach PRL, zanim urząd RPO w ogóle powstał.
Losy urzędu RPO nie kończą się na głosowaniu
Sejm zdecydował w piątek. Za kandydaturą Sylwii Gregorczyk-Abram opowiedziało się 233 posłów. Wymagana większość bezwzględna wynosiła 213 głosów. Adam Borowski zebrał ich 177 głosów.
Borowski nie ma wykształcenia prawniczego. Przez dekady działał w opozycji demokratycznej, za co był represjonowany w czasach PRL. Podczas sejmowego przesłuchania mówił, że kandyduje, bo jego ojczyzna stoi bezprawiem. Wynik głosowania skomentował krótko, przyznając, że spodziewał się właśnie takiego rozstrzygnięcia.
Nieformalny urząd ma działać tam, gdzie kończy się państwo
Borowski ogłosił swoją decyzję jeszcze tego samego dnia, w Telewizji Republika. Zapowiedział, że zbierze wokół siebie przyjaciół i niezależnych prawników, którzy wspólnie utworzą instytucję społecznego rzecznika praw obywatelskich. Sam obejmie w niej funkcję szefa.
Borowski przekonywał, że brak wykształcenia prawniczego nie przeszkodzi mu w tej roli, bo ukształtowały go wzorce Zofii i Zbigniewa Romaszewskich. To oni, jak podkreślał, zakładali komisję zajmującą się praworządnością i działali w podziemiu, nie będąc prawnikami, a mimo to współpracując z najlepszymi adwokatami swoich czasów.
Nowa instytucja ma przyjmować zgłoszenia od osób czujących się pokrzywdzone przez władzę i nagłaśniać takie sprawy publicznie. Borowski nie podał jednak terminu jej formalnego uruchomienia ani pełnej listy prawników, którzy mieliby w niej uczestniczyć.
Kontrowersje wokół Gregorczyk-Abram nie ucichły
Gregorczyk-Abram trafia do urzędu RPO z pytaniami, na które nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć podczas sejmowego przesłuchania. Chodzi przede wszystkim o jej udział w grupie na WhatsAppie o nazwie Wejście. W grudniu 2023 roku uczestnicy tej grupy omawiali tam siłowe przejęcie kontroli nad Polską Agencją Prasową i TVP. Jeden z uczestników pisał wtedy, że sytuacja „pachnie stanem wojennym”, ale lepszy jest krzyk pięćdziesięciu osób niż dowód bezsilności władzy. Gregorczyk-Abram odpisała mu, że PAP nie jest infrastrukturą krytyczną.
Od maja 2025 roku Gregorczyk-Abram przewodniczy komisji przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Komisja bada wyłącznie działania jednej strony sporu politycznego z lat 2015 do 2023. Dziennikarze zwrócili też uwagę na jej wieloletni związek z kancelarią Clifford Chance. Kancelaria ta od grudnia 2023 roku reprezentuje prawnie media publiczne postawione w stan likwidacji, a metadane wniosków złożonych wówczas przez prokurator Ewę Wrzosek wskazywały na urządzenie znajdujące się w jej biurze.
Do tego dochodzi głosny spór wokół Szlachetnej Paczki. Pełnomocnictwo do działania w imieniu organizacji otrzymał wtedy mąż Gregorczyk-Abram, również związany z Clifford Chance. Dochodzą też lata publicystyki, w których krytykowała Straż Graniczną i argumentowała za wstrzymaniem funduszy unijnych dla Polski. To właśnie ten dorobek Borowski wskazuje jako powód, dla którego uznał społeczny odpowiednik urzędu za potrzebny.
Wzór sięga czasów Biura Interwencyjnego KOR
Zofia i Zbigniew Romaszewscy zaangażowali się w pomoc represjonowanym robotnikom już we wrześniu 1976 roku. Bezpośrednim impulsem były fale protestów w Radomiu i Ursusie. Rok później, wraz z powstaniem Komitetu Obrony Robotników, objęli kierownictwo Biura Interwencyjnego. Placówka dokumentowała przypadki łamania praw człowieka i docierała z pomocą prawną oraz materialną do osób represjonowanych przez władze komunistyczne.
W stanie wojennym oboje trafili do więzienia za organizację podziemnego Radia Solidarność. Po wyjściu na wolność wrócili do działalności opozycyjnej. Na prośbę Lecha Wałęsy stworzyli Komisję Interwencji i Praworządności NSZZ Solidarność. Do końca dekady niosła ona pomoc represjonowanym w dwudziestu ośmiu miastach kraju.
Żadne z nich nie było prawnikiem z wykształcenia. Zbigniew Romaszewski był fizykiem, a mimo to przez lata współpracował z czołowymi adwokatami swojej epoki przy obronie osób represjonowanych. Ten właśnie model, pomoc prawną organizowaną przez ludzi spoza zawodu prawniczego, przywołuje dziś Borowski jako uzasadnienie własnych kompetencji.
Sam urząd RPO wyrósł z podobnej, nieformalnej pracy
Pomysł powołania rzecznika praw obywatelskich w Polsce nie narodził się wraz z ustawą z 1987 roku. Postulat taki zgłosiła już wiosną 1981 roku Krajowa Komisja NSZZ Solidarność. Poparł go również Komitet Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk. Władze komunistyczne odłożyły wtedy sprawę na półkę.
Zanim ustawa w ogóle powstała, rolę nieformalnego rzecznika pełniły struktury współtworzone przez Romaszewskich. Były to najpierw Biuro Interwencyjne KOR, potem Komisja Interwencji i Praworządności Solidarności. Dopiero w 1987 roku Sejm powołał pierwszą rzeczniczkę, profesor Ewę Łętowską.
Zapowiedź Borowskiego wpisuje się więc w podobny schemat, społeczna aktywność wyprzedzająca albo uzupełniająca urząd państwowy. Tym razem kolejność jest jednak odwrócona, bo instytucja formalna już istnieje, a to nieformalna ma dopiero powstać obok niej.
Spór o to, kto broni obywateli, dopiero się zaczyna
Borowski nie ograniczył się do zapowiedzi w studiu telewizyjnym. Zwrócił się też bezpośrednio do premiera Donalda Tuska, zapewniając, że funkcję społecznego rzecznika pełni w jego przekonaniu już od grudnia, odkąd jego zdaniem łamano konstytucję i nielegalnie przejmowano media publiczne oraz Prokuraturę Krajową.
Wybór Gregorczyk-Abram wywołał też falę komentarzy polityków Prawa i Sprawiedliwości. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak ocenił, że rządząca koalicja wysłała Polakom czytelny sygnał. Ze strony Gregorczyk-Abram ani Koalicji Obywatelskiej nie pojawił się jak dotąd żaden bezpośredni komentarz odnoszący się do zapowiedzi społecznego RPO.
Nowa rzeczniczka obejmie urząd formalnie po zakończeniu kadencji profesora Wiącka. Czy równoległa, społeczna instytucja wymusi na oficjalnym RPO bardziej obiektywne i bezstronne działania, okaże się dopiero w najbliższych miesiącach.
