Niemcy są pierwszym państwem Unii Europejskiej, w którym talibowie faktycznie kierują ambasadą. Berlin od ponad czterech lat oficjalnie odmawia uznania islamistów za legalny rząd Afganistanu, co czyni tę sytuację wyjątkowo paradoksalną. Według ustaleń reporterów ARD, w wewnętrznych dokumentach talibów wprost zapisano, że Niemcy mają jak najdłużej pozostawać w nieświadomości co do zmiany na czele placówki. Skandal odsłonił nie tylko słabość berlińskiej dyplomacji, ale i głębszą sprzeczność w całej polityce wobec Kabulu: rozmowy, umowy i deportacje prowadzone z rządem, którego oficjalnie się nie uznaje.
Kim jest Nebrasul H. i jak trafił do Berlina?
Nebrasul H. przybył do Berlina w lipcu 2025 r. jako urzędnik konsularny, oficjalnie po to, by pomagać w organizacji deportacji Afgańczyków do ojczyzny. Rząd federalny udzielił na to zgody, nie wiedząc, że za wizytą stoi znacznie daleko idący plan. Już jesienią 2025 r. pojawił się sygnał ostrzegawczy: inny konsularny funkcjonariusz powiązany z talibami samowolnie przejął kontrolę nad afgańskim konsulatem generalnym w Bonn, również bez formalnej akredytacji ze strony Niemiec. Berlin nie wyciągnął z tego wniosków.
W roli tak zwanego chargé d’affaires, czyli tymczasowego szefa placówki w zastępstwie ambasadora, Nebrasul H. pojawił się faktycznie na początku 2026 r. Zostało to ujawnione publicznie przez program Tagesschau nadawcy ARD w sobotę 21 marca 2026 r. Pełna nazwa placówki, jej adres i personel pozostają bez zmian. Zmieniła się tylko władza, która ją kontroluje.
Podwójna gra talibów. Jak Berlin został wprowadzony w błąd?
Mechanizm dezinformacji był przemyślany. Talibowie nie poinformowali niemieckich władz o tym, że Nebrasul H. ma docelowo przejąć kierownictwo ambasady. Przez kilka miesięcy postępowali tak, jakby nic się nie zmieniło. Afgańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało ambasadę w Berlinie, że dyplomatyczny status poprzedniego chargé d’affaires, Abdula P., będzie formalnie utrzymany aż do 20 marca 2026 r., co miało sprawiać wrażenie, że kierownictwo placówki pozostaje niezmienione.
W praktyce oznaczało to, że rząd w Berlinie przez blisko trzy miesiące nie wiedział, kto faktycznie zarządza afgańską ambasadą na jego własnym terytorium. Obserwatorzy oceniają, że talibom zależało na tym, by Berlin nie mógł odrzucić nowego kierownictwa zanim ono zdąży objąć faktyczną kontrolę. Plan ten w pełni się powiódł.
Poprzedni urzędnik odsunięty od władzy. Kulisy zmiany warty
Dotychczasowy szef placówki Abdul P. formalnie wciąż figuruje na stronach internetowych afgańskiego MSZ oraz niemieckiego Auswärtiges Amt jako chargé d’affaires. Faktycznie jednak został pozbawiony wpływów już na początku stycznia 2026 r. Kabulowi nie odpowiadał jego status: Abdul P. to dyplomata wywodzący się z rządu sprzed 2021 r., który nie jest członkiem talibów.
Abdul P. pozostał jako pracownik miejscowy w ambasadzie, otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 2500 euro i może nadal mieszkać w rezydencji ambasadorskiej. Jest zatem wygodną fasadą: twarzą, którą Berlin widzi w rejestrach, podczas gdy za decyzjami stoi już ktoś inny. Talibowie przejęli też kontrolę nad konsulatami generalnymi w Monachium i Bonn, a więc faktycznie wszystkimi afgańskimi placówkami dyplomatycznymi na terenie Niemiec.
Sprzeczność w polityce Niemiec. Brak uznania, a współpraca trwa
Oficjalnie Berlin nie uznaje talibów. W praktyce współpracuje z nimi od dawna i coraz intensywniej. Minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) od miesięcy zabiega o pogłębienie tej współpracy, koncentrując się przede wszystkim na regularnych deportacjach afgańskich przestępców. Pod koniec lutego 2026 r., po zawarciu porozumienia z rządem talibów, odesłano do Afganistanu 20 osób skazanych za przestępstwa.
Dobrindt zapowiedział, że Niemcy chcą prowadzić regularne deportacje nie tylko za pośrednictwem lotów czarterowych, ale też rejsowych, a rozmowy z talibami w tej sprawie określił jako bardzo zaawansowane. Wcześniej, od 2021 r. do końca 2025 r., łącznie 81 osób trafiło do Afganistanu w ramach deportacji organizowanych przy pośrednictwie Kataru. Teraz Berlin chce działać bezpośrednio, bez pośredników. Rzeczniczka Biura Praw Człowieka ONZ Ravina Shamdasani oświadczyła, że deportacje do Afganistanu nie są właściwym rozwiązaniem, wskazując na trwające naruszenia praw człowieka, w szczególności praw kobiet i dziewcząt. Niemcy tymczasem twierdzą, że kontakty z talibami są niezbędne dla prowadzenia polityki migracyjnej.
Niemcy pierwsze państwo UE z talibami w ambasadzie. Co to oznacza dla całej Unii?
Berlin nie jest jedyną europejską stolicą, w której talibowie zaznaczają swoją dyplomatyczną obecność, ale jest pierwszą w ramach UE. Poza Europą kontrolę nad afgańskimi ambasadami talibowie sprawują już w Chinach, Rosji, Katarze, Turcji i Iranie. W lipcu 2025 r. Rosja jako pierwsze państwo świata formalnie uznała rząd talibów i nawiązała z Kabulem pełne stosunki dyplomatyczne. Afgański minister spraw zagranicznych Amir Chan Muttaki wyraził nadzieję, że uznanie Afganistanu przez Rosję posłuży jako wzór dla innych państw.
Pytanie o to, czy kolejne kraje unijne pójdą tą samą drogą co Berlin, nawet jeśli nie z własnej woli, jest jak najbardziej uzasadnione. Mechanizm zastosowany w Niemczech: przysłanie urzędnika konsularnego za zgodą państwa przyjmującego, a następnie ciche przesunięcie go na stanowisko kierownicze, może być powielony w każdej innej europejskiej stolicy, gdzie wciąż działają placówki afgańskie.
Luka prawna: czy Niemcy mogły temu zapobiec?
Odpowiedź na to pytanie leży w Konwencji Wiedeńskiej o Stosunkach Dyplomatycznych z 1961 r. Artykuł 9 Konwencji wprost stanowi, że państwo przyjmujące może w każdym czasie i bez obowiązku uzasadniania swojej decyzji zawiadomić państwo wysyłające, że szef misji lub którykolwiek z członków personelu dyplomatycznego jest persona non grata. Niemcy mogły zatem formalnie zażądać opuszczenia kraju przez Nebrasula H., zarówno w momencie, gdy przybywał jako konsularny urzędnik, jak i po ujawnieniu jego nowej roli.
Problem polega na tym, że Berlin nie dysponował odpowiednimi informacjami wywiadowczymi we właściwym czasie. Talibowie zadbali o to, by zmiany dokonały się po cichu. Teraz rząd federalny stoi przed dylematem: wydalenie talibskiego chargé d’affaires byłoby gestem politycznie czytelnym, ale mogłoby pogrzebać trwające rozmowy o deportacjach. Interes doraźny ponownie przeważa nad zasadami.
Co ta sytuacja oznacza dla afgańskiej diaspory w Niemczech?
Afgańczycy i Syryjczycy tworzą dwie największe grupy wnioskodawców o azyl w Niemczech. W 2024 r. o ochronę ubiegało się ponad 34 tys. Afgańczyków. Od 2022 r. do Niemiec przesiedlono w ramach programów humanitarnych około 45 tys. Afgańczyków, w tym byłych pracowników Bundeswehry i innych osób narażonych na represje ze strony talibów. Aktywiści migracyjni złożyli formalne zarzuty wobec ministra Dobrindta i ministra spraw zagranicznych Wadephula, oskarżając ich o porzucenie afgańskich uchodźców, którzy utknęli w Pakistanie i nie zdążyli odebrać obiecanych wiz.
Dla tej grupy talibski szef berlińskiej ambasady to nie jest abstrakcyjna kwestia dyplomatyczna. Ambasada, która powinna reprezentować ich interesy, jest teraz placówką reżimu, przed którym uciekli. Rząd, który ich prześladował, dosięga ich teraz w miejscu, gdzie szukali schronienia.
