Przez cały rok szkolny 2025/2026 sale, w których odbywała się edukacja zdrowotna, świeciły pustkami. Rodzice masowo korzystali z prawa do rezygnacji — frekwencja na zajęciach wyniosła zaledwie około 30 procent. Ministerstwo Edukacji Narodowej wyciągnęło z tego jeden niekoniecznie poprawny wniosek: trzeba wprowadzić obowiązek. 9 kwietnia 2026 roku Barbara Nowacka ogłosiła, że od września edukacja zdrowotna stanie się przedmiotem przymusowym. Decyzja zapadła późno, wbrew wcześniejszym zapowiedziom i pod wyraźną presją lewicowych środowisk, a w polityce od razu zawrzało.
Przedmiot, którego nie chciano: 30 procent frekwencji jako sygnał od rodziców
Edukacja zdrowotna funkcjonuje w szkołach od 1 września 2025 roku, kiedy zastąpiła przedmiot wychowanie do życia w rodzinie. W dotychczasowej formule nie była obowiązkowa, a frekwencja wyniosła około 30 procent. Ministerstwo oceniło ten wynik jako niewystarczający. Trudno jednak nie zadać pytania: czy masowa nieobecność uczniów to problem organizacyjny — czy wyraźny sygnał od rodziców, którzy świadomie i dobrowolnie odrzucili nowy przedmiot?
Dotychczasowe zasady były jasne: każde dziecko było automatycznie zapisywane na zajęcia, a jedyną możliwością rezygnacji było złożenie przez rodzica pisemnej deklaracji dyrektorowi szkoły. Pełnoletni uczeń składał ją samodzielnie. Mimo tej konstrukcji, stawiającej rezygnację jako gest wymagający aktywnego działania, siedem na dziesięć rodzin zdecydowało się ten gest wykonać. MEN postanowiło zareagować na ten sprzeciw pozbawieniem rodziców wyboru.
Co ogłosiła Nowacka i jak to ma wyglądać od września?
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od klasy czwartej szkoły podstawowej i przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych — poinformowała minister Nowacka w programie „Rozmowa Piaseckiego” w TVN24. Decyzja kończy dotychczasowy model, w którym przedmiot był formalnie dostępny dla wszystkich, ale uczestnictwo pozostawało dobrowolne.
Przedmiot zostaje podzielony na dwa bloki. Moduł dotyczący zdrowia seksualnego pozostanie fakultatywny — to od jednej do dwóch godzin lekcyjnych w roku, o których uczestnictwie decydują rodzice lub pełnoletni uczniowie. Obowiązkowy blok obejmie higienę, ruch, zdrowie psychiczne, odżywianie i ogólną wiedzę o zdrowiu. Treści dotyczące dojrzewania pozostają tymczasem w programie biologii i minister Nowacka zaznaczyła, że nie stanowią one pola do sporu. Dokładny zakres programowy obu bloków ustali zespół ekspercki powołany przez MEN, złożony z lekarzy, specjalistów i nauczycieli — co brzmi uspokajająco, choć nie zmienia faktu, że to ministerstwo wybierze skład tego zespołu.
Wbrew obietnicom — jak lewicowe środowiska wymusiły obowiązek
Pierwotnie decyzja miała zapaść do końca marca 2026 roku, jednak za kilkutygodniowym opóźnieniem stały trudne negocjacje wewnątrz koalicji rządzącej. Rząd nie miał jednolitego stanowiska, a presja zewnętrzna odegrała kluczową rolę w ostatecznym kształcie ogłoszenia.
Decyzja o wprowadzeniu obowiązkowej edukacji zdrowotnej kończy wielomiesięczne działania lewicowych organizacji społecznych, nauczycieli i uczniów, którzy apelowali o zmianę podejścia do tego obszaru. Organizacje takie jak lewicowa Akcja Uczniowska otwarcie świętowały ogłoszenie jako swój sukces. Wycinanie modułu seksualnego z obowiązkowej części przedmiotu przedstawiane jest jako kompromis, lecz jego główna treść, czyli sam obowiązek uczęszczania, została przeforsowana w całości.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z koalicyjnej Polski 2050 nie kryła frustracji: rok wcześniej jej ugrupowanie postulowało dokładnie ten model — obowiązkową edukację zdrowotną z fakultatywnym modułem seksualnym — i spotkało się wówczas z odmową ze strony ministerstwa. Decyzja zapadła więc nie dlatego, że znaleziono najlepsze rozwiązanie, lecz dlatego że koalicyjne tarcia i presja organizacji lewicowych ostatecznie przeważyły.
Burza komentarzy — od „tęczowych rewolucjonistów” po „inwestycję w zdrowie”
Reakcje polityczne były natychmiastowe. Były minister aktywów państwowych Jacek Sasin z PiS napisał, że Nowacka wysyła sygnał: „Idziemy po Wasze dzieci — z naszą skrajnie lewicową ideologią”, a rolę wychowania młodego pokolenia przejmą według niego „tęczowi rewolucjoniści”. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek poszedł w tym samym kierunku, pisząc do swoich wyborców o zamachu na prawa rodziców.
Po drugiej stronie barykady posłanka KO Kinga Gajewska przekonywała, że świadome dbanie o zdrowie musi być tak samo ważne jak matematyka czy język polski, a europosłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz podkreślała, że decyzja pozostawia rodzicom wybór we wrażliwych kwestiach. Poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk zajął stanowisko pośrednie, chwaląc obowiązek, lecz krytykując Nowacką za uleganie naciskom w sprawie modułu seksualnego i przerzucanie odpowiedzialności na nauczycieli oraz szkoły.
