Pacjentka rejestruje się na SOR Szpitala Południowego o 7:16. Już o 7:30 ma zlecone badania, kilkadziesiąt naraz. W tym samym czasie inny pacjent z podobnymi objawami czeka na rejestracji ponad cztery godziny. Różnica nie wynika ze stanu zdrowia. Pacjentka jest znajomą Dawida Kacprzyka, koordynatora SOR i działacza Koalicji Obywatelskiej. Portal Zero.pl dotarło do dokumentacji medycznej i relacji pracowników, które opisują nieformalną ścieżkę przyjęć dla polityków KO i ich rodzin w warszawskiej placówce.
Cztery przypadki, jeden wzorzec
Dziesiątego września 2025 roku polityk Koalicji Obywatelskiej z warszawskich struktur partii trafia na SOR Szpitala Południowego, mijając po drodze trzy bliżej położone szpitale. Lekarz stawia rozpoznanie „złe samopoczucie, zmęczenie” i już czternaście minut po rejestracji zleca pierwszą serię badań. Miesiąc później wraca z tym samym rozpoznaniem i znów dostaje błyskawiczną obsługę, komplet wyników w niespełna dwie godziny.
Czternastego lutego tego roku inny polityk KO, obecnie wysoki funkcjonariusz państwowy, wybiera ten sam SOR, choć ma bliżej do dwóch innych placówek. Diagnoza uszkodzenia kolana zajmuje godzinę i siedem minut, choć w prywatnej klinice taki pakiet badań kosztowałby kilkaset złotych. Polityk odmawia rozmowy o szczegółach wizyty.
Posłanka KO, mało znana publicznie, zgłasza się jesienią z gorączką i bólem głowy. Od wejścia na SOR do zlecenia badań mija szesnaście minut. Pracownik Szpitala Południowego, który był wtedy na zmianie, relacjonuje, że standardowy czas oczekiwania wynosił wtedy od czterech do pięciu godzin. Personel potraktował posłankę jak osobę z zagrożeniem życia, podczas gdy miała typową jesienną infekcję. Bliska osoba znanego polityka KO trafia w grudniu na badania przewodu pokarmowego. Szpital wykonuje kolonoskopię, gastroskopię i tomografię jamy brzusznej w czasie, gdy przeciętny pacjent na taki pakiet czeka tygodnie, czasem miesiące.

Jak wygląda kolejka na zwykłym SOR
Każdy pacjent SOR przechodzi triaż, czyli segregację medyczną według skali ESI. System przypisuje kolor priorytetu, od czerwonego dla stanów zagrożenia życia do niebieskiego dla przypadków najmniej pilnych. Pacjent z kolorem zielonym lub niebieskim może legalnie czekać od dwóch do czterech godzin, zanim zobaczy go lekarz.
Aktualny czas oczekiwania w danej placówce można sprawdzić na mapie SOR na portalu pacjent.gov.pl, gdzie dane raportuje system TOPSOR. Pacjentka z rozpoznaniem „złe samopoczucie, zmęczenie” powinna trafić do kategorii niskiego priorytetu.
Salonik w Centrum Chorób Kręgosłupa
Politycy KO nie musieli siedzieć w poczekalni z innymi pacjentami. Mieli do dyspozycji osobny pokój z kanapą i telewizorem, dodatkowo umeblowany fotelami, formalnie należący do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chorób Kręgosłupa. Pracownicy szpitala mówią Zero.pl o „prywatnej przychodni Dawida Kacprzyka”, którą koordynator SOR zbudował wewnątrz publicznej placówki.
Mechanizm działał na dwóch poziomach naraz. Skracał czas od rejestracji do badań i zapewniał komfort fizyczny niedostępny dla pozostałych pacjentów. Medyk ze Szpitala Południowego mówi Zero.pl, że personel zajmował się w trybie pilnym znajomą Dawida Kacprzyka zamiast pacjentami naprawdę potrzebującymi pomocy, choć jej przypadek w ogóle nie wymagał interwencji szpitalnej.
Władze Szpitala Południowego z nadania KO
Warszawski Szpital Południowy to placówka miejska, w stu procentach należąca do Warszawy. Dyrektorką jest Anna Łukasik, wiceministra zdrowia w rządzie PO-PSL. W radzie nadzorczej zasiada Aldona Machnowska-Góra, wiceprezydentka Warszawy. Zasiada w niej również Robert Kempa, burmistrz Ursynowa z Koalicji Obywatelskiej. Sam Kacprzyk, koordynator SOR i do niedawna szef młodzieżówki wspierającej KO, zarobił w 2025 roku 1,6 mln zł. Pracował przy tym średnio 331 godzin miesięcznie w tej jednej placówce.
Struktura nadzoru złożona z polityków tej samej partii, której działacze korzystali z opisywanej ścieżki, rodzi pytanie o mechanizmy kontrolne wewnątrz szpitala. Żaden z formalnych nadzorców nie odpowiedział publicznie na ustalenia Zero.pl dotyczące funkcjonowania SOR.
Prawo do równego dostępu tylko na papierze
Artykuł 68 Konstytucji RP zapewnia każdemu równy dostęp do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, niezależnie od pozycji społecznej czy zawodowej. Ustawa o prawach pacjenta dodaje obowiązek przejrzystej, opartej na kryteriach medycznych procedury ustalającej kolejność dostępu do świadczeń, gdy zasoby są ograniczone. Legitymacja partyjna nie figuruje w żadnym katalogu kryteriów medycznych.
Taki precedens już zaistniał. Gdy w innym warszawskim szpitalu lekarka przyjmowała koleżanki poza kolejką w godzinach pracy na kontrakcie z NFZ, fundusz zareagował komunikatem, że nie ma na to zgody i zażądał wyjaśnień od placówki. Mechanizm reakcji już raz zadziałał, teraz dokumentacja dotycząca Szpitala Południowego trafiła do tej samej instytucji.
Szpital ostrzega, nie odpowiada
Zero.pl przekazało Narodowemu Funduszowi Zdrowia nazwiska pacjentów, których przypadki uznało za ewidentne wykorzystanie pozycji w celu szybszego dostępu do świadczeń. Redakcja zdecydowała nie publikować tych nazwisk, uznając prawo polityków do prywatności w zakresie stanu zdrowia. NFZ może teraz zweryfikować, czy w Szpitalu Południowym funkcjonował model dwóch prędkości jeden dla plebsu i drugi dla polityków PO.
Szpital, zapytany przez ZERO.pl o cztery konkretne kwestie dotyczące szybszej ścieżki przyjęć, pomieszczenia Centrum Chorób Kręgosłupa i presji na personel, nie odpowiedział merytorycznie na żadną z nich. Placówka ograniczyła się do ostrzeżenia, że nieuprawnione ujawnianie informacji o zdrowiu pacjentów łamie prawo. Sam Kacprzyk nie odpowiedział na pytania Zero.pl, zrezygnował jednak z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej po wcześniejszych ustaleniach redakcji dotyczących jego nieobecności na dyżurach. Po publikacjach o jego zarobkach rząd przyjął projekt ustawy zbierającej dane o wynagrodzeniach lekarzy, a w Szpitalu Południowym trwają obecnie kontrole urzędu miasta i NFZ.
