Matka 14-latka z Białegostoku dostała mandat w wysokości 5000 złotych za udostępnienie synowi motoroweru elektrycznego niedopuszczonego do ruchu. Chłopiec nie miał uprawnień do kierowania pojazdem i próbował uciec przed policją przez las, zanim funkcjonariusze znaleźli go na parkingu. Sprawa nastolatka trafi teraz przed sąd rodzinny, a nałożona na jego matkę kara jest najwyższą, jaką dotąd odnotowano w tego typu sprawach. Wszystko zaczęło się od zgłoszenia o kilkunastoosobowej grupie nastolatków jeżdżących elektrykami po mieście.
Co skłoniło nastolatka do ucieczki przed radiowozem
We wtorek dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku przyjął zgłoszenie o grupie nastolatków jeżdżących elektrycznymi motorowerami przy ulicy Giedroycia. Grupa liczyła kilkanaście osób. Na miejsce ruszyli funkcjonariusze patrolówki i drogówki. Zauważyli jadącego jezdnią kierowcę pojazdu bez tablicy rejestracyjnej i dali mu sygnał do zatrzymania się. Ten jednak skręcił, wjechał na chodnik i zaczął uciekać.
Po przejechaniu około 250 metrów chłopak skręcił w wąską leśną dróżkę, w którą radiowóz nie mógł już wjechać, i na chwilę zniknął policjantom z oczu, zanim funkcjonariusze odnaleźli go na pobliskim parkingu przy tej samej ulicy, stojącego obok elektrycznego motoroweru marki Yamaha. Sam nastolatek tłumaczył funkcjonariuszom, że nie zatrzymał się do kontroli, bo się przestraszył. Nie miał też uprawnień do kierowania tego typu pojazdem.
Elektryczny cross bez pedałów liczy się jako motorower
Legalny rower elektryczny może mieć w Polsce silnik o mocy ciągłej do 250 watów. Napięcie zasilania nie może przekraczać 48 woltów. Wspomaganie musi działać tylko podczas pedałowania i zanikać po przekroczeniu 25 kilometrów na godzinę. Elektryczne crossy tych warunków nie spełniają.
Pojazdy takie jak ten z Białegostoku potrafią rozpędzić się do 80, a czasem 100 kilometrów na godzinę, mimo że wyglądem przypominają rower crossowy z dodanym silnikiem elektrycznym zamiast pedałów napędowych. Prawo traktuje je jako motorowery, więc wymagają rejestracji, obowiązkowego ubezpieczenia OC oraz prawa jazdy kategorii AM.
Użyczenie pojazdu synowi kosztuje matkę rekordowe pięć tysięcy złotych
Na miejsce interwencji przyjechała wkrótce matka chłopca. Powiedziała policjantom, że to ona pozwoliła synowi na jazdę, a motorower elektryczny nie był w ogóle dopuszczony do ruchu. Funkcjonariusze nie zastosowali pouczenia. Ukarali kobietę mandatem w wysokości 5000 złotych, czyli najwyższą karą przewidzianą w taryfikatorze za to konkretne wykroczenie.
Kara nałożona na matkę 14-latka jest prawdopodobnie najwyższą, jaką dotąd odnotowano w Polsce w tego rodzaju sprawach, w których rodzic odpowiada za udostępnienie dziecku pojazdu bez wymaganych uprawnień i bez dopuszczenia do ruchu drogowego.
Przepisy pozwalają nałożyć jedynie pięć tysięcy złotych za to wykroczenie
Podstawą mandatu jest art. 96 § 1 pkt 2 Kodeksu wykroczeń. Przepis ten obejmuje właściciela, posiadacza, użytkownika lub prowadzącego pojazd, który dopuszcza do prowadzenia pojazdu osobę niemającą wymaganych uprawnień. Matka spełniła te warunki, bo to ona pozwoliła synowi pojechać pojazdem, którego nie mógł legalnie prowadzić.
Policja coraz częściej sięga po tę kwalifikację wobec rodziców nieletnich kierujących elektrycznymi crossami i motorowerami, a wraz z rosnącą liczbą takich interwencji rosną też kwoty nakładanych mandatów. Pięć tysięcy złotych to obecnie najwyższa kara, jaką w postępowaniu mandatowym można nałożyć za to konkretne wykroczenie. Wyżej już się nie da.
Sprawa nastolatka trafia teraz do sądu rodzinnego
Tą karą sprawa matki i syna się nie kończy. Teraz zajmie się nimi też sąd rodzinny, przed którym za jazdę bez uprawnień i ucieczkę przed policją odpowie sam nastolatek.
Sprawy nieletnich prowadzi w Polsce sąd rodzinny, inny niż sąd karny właściwy dla dorosłych sprawców wykroczeń drogowych. To on zdecyduje teraz o dalszych krokach wobec 14-latka z Białegostoku, który próbował uciec przed radiowozem przez las.
Policja coraz częściej sięga po ten przepis wobec rodziców
Zjawisko młodocianych bandytów drogowych na elektrycznych crossach narasta w całej Polsce. Rodzice kupują im pojazdy przypominające zwinne, terenowe motocykle, które w mediach społecznościowych bywają nazywane surronami i kukirinami, od nazw popularnych marek. Takie maszyny trafiają na ulice bez rejestracji i prowadozne przez kierowców nie mających do tego wymaganych uprawnień.
W innych miastach podobne mandaty dla rodziców wynosiły dotąd najczęściej po około 1000 złotych. Tak ukarano rodziców dwóch 14-latków jeżdżących motorowerami elektrycznymi bez uprawnień w Olsztynie. Podobny mandat dostała też matka nastolatka zatrzymanego w okolicach Pasłęka, gdzie funkcjonariusze zgłosili dodatkowo brak obowiązkowego ubezpieczenia OC do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.
