Tychy wystawiły 10 mieszkań do remontu na które złożono raptem 9 wniosków. Miasto, które chciało pokazać, że pustostany można ożywić rękoma samych zainteresowanych, osiągnęło wynik, który trudno uznać za sukces nawet w kategoriach pierwszej, pilotażowej edycji. Program „Mieszkanie za remont”, działający z powodzeniem w Krakowie, Kielcach i kilkunastu innych miastach, w Tychach nie zdołał przyciągnąć wystarczającej liczby chętnych. Powody są dwa: bardzo małe lokale i bardzo wąskie kryteria uczestnictwa. Razem złożyły się na kombinację, która skutecznie zniechęciła potencjalnych najemców.
10 mieszkań, 9 wniosków. Bilans pierwszej edycji w Tychach
Wnioski na lokale dostępne w programie można było składać do początku lutego 2026 roku. Rzecznik Urzędu Miasta Tychy Małgorzata Wawak potwierdziła, że „przyjęto 9 wniosków. Lista przydziałów będzie podana do informacji 6 marca” — powiedziała rzecznik.
Jedno mieszkanie z 10 oferowanych przez miasto nie znalazło żadnego chętnego. Dla programu, który z założenia ma odpowiadać na realną potrzebę, czyli dostęp do taniego lokum w zamian za jego własnoręczny remont, taki wynik oznacza, że coś w konstrukcji oferty nie zadziałało.
Program „Mieszkanie za remont” polega na udostępnieniu lokalu z zasobu gminy wymagającego prac remontowych. Najemca w zamian za prawo do zamieszkania zobowiązuje się przeprowadzić remont na własny koszt. Model ten funkcjonuje w Polsce od kilku lat i w wielu miastach cieszy się dużą popularnością. W Tychach, przynajmniej na razie, nie zdał egzaminu.
Lokale od 11 m². Co miasto wpisało na listę
Tychy wystawiły w pierwszej edycji programu wyłącznie mikro i małe lokale, wszystkie mieszczące się w przedziale od 11 do 16 metrów kwadratowych. Jeden z nich, o powierzchni użytkowej zaledwie 11 m², to jeden z najmniejszych lokali komunalnych w ogóle oferowanych w ramach takich programów w Polsce.
Na sesji Rady Miasta Tychy prezydent Maciej Gramatyka przyznał, że w przyszłości program mógłby obejmować większe lokale. Zapowiedź wskazuje, że i władze dostrzegają słabe punkty aktualnej oferty, choć na razie nie przełożyło się to jeszcze na konkretne zmiany w wykazie.
Mieszkanie czy kojec? Porównanie z ustawą łańcuchową, której nie ma
W grudniu 2025 roku polskie media żyły sporem o tzw. ustawę łańcuchową, czyli nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Ustawa zakładała m.in. zakaz trzymania psów na uwięzi oraz wprowadzała ściśle określone minimalne rozmiary kojców, uzależnione od wagi zwierzęcia. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ją na początku grudnia 2025 roku, a Sejm 17 grudnia nie zdołał odrzucić tego weta.
Jednak zanim ustawa upadła, jej zapisy dały asumpt do ciekawego porównania. Projekt przewidywał, że kojec dla psa musi mieć co najmniej 10 metrów kwadratowych, utwardzony i zadaszony w większej części, z dostępem do światła dziennego. Dla większego psa norma rosła odpowiednio.
Mały pies miał mieć zagwarantowane prawnie 10 m². Tychy zaproponowały ludziom mieszkania o powierzchni od 11 m². Wetując ustawę, prezydent Nawrocki argumentował, że proponowane normy kojców są nierealne i że, jak stwierdził, „kojce wielkości miejskich kawalerek to absurd, który uderzałby w rolników, hodowców i zwykłe wiejskie gospodarstwa” — powiedział prezydent. W kontekście tyskich ofert słowa te brzmią jak mimowolny komentarz do programu komunalnego, nie do regulacji dotyczących zwierząt.
Rodzi się zatem pytanie: czy w mieszkaniu o powierzchni 11 metrów kwadratowych możnaby w ogóle trzymać psa? Polskie prawo nie reguluje minimalnej powierzchni lokalu potrzebnej do posiadania zwierzęcia. Jeśli jednak wziąć za punkt odniesienia standardy, które parlamentarzyści uznali za minimalne dla czworonoga, a których i tak nie zdołali wprowadzić w życie, to tyskie lokale z pierwszej edycji programu legalnie oferowałyby człowiekowi mniej przestrzeni, niż zawetowane przepisy gwarantowałyby psu na terenach wiejskich.
Kto może wziąć udział w tyskim programie?
Nawet gdyby metraż lokali nie budził zastrzeżeń, zasady uczestnictwa w programie i tak kierują go do wąskiej grupy odbiorców. Udział mogą wziąć wyłącznie osoby już oczekujące na przydział lokalu komunalnego od miasta Tychy.
Dodatkowo każdy uczestnik może złożyć ofertę tylko na jeden wybrany lokal z wykazu, a o pierwszeństwie decyduje data złożenia przez tę osobę wniosku o przydział lokalu komunalnego. Oznacza to, że szanse rosną jedynie dla tych, którzy najdłużej czekają, niezależnie od tego, czy ich aktualna sytuacja życiowa jest pilniejsza niż innych.
Ta kombinacja ograniczeń prowadzi do konkretnego efektu. Program skierowany jest do osób, które i tak są w trudnej sytuacji mieszkaniowej i często dysponują ograniczonymi zasobami finansowymi. Jednocześnie wymaga od nich przeprowadzenia remontu, a realny koszt generalnego remontu nawet 16-metrowego lokalu może wynieść od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych, zależnie od stanu technicznego. Osoba z listy komunalnej rzadko dysponuje takim budżetem.
Ile kosztuje remont i kto realnie może sobie na to pozwolić
Remont lokalu o powierzchni 11–16 m² może wydawać się tańszy niż remont większego mieszkania, ale koszty prac budowlanych nie skalują się liniowo wraz z powierzchnią. Wymiana instalacji elektrycznej, hydraulicznej, podłóg, tynków i stolarki okiennej to wydatek, który przy skrajnie małym lokalu wciąż może przekroczyć 30–50 tysięcy złotych w przypadku stanu wymagającego gruntownej przebudowy.
Rynkowe stawki za robociznę w województwie śląskim w 2025 roku oscylowały w przedziale 120–180 zł za roboczogodzinę dla ekip remontowych, a sam materiał budowlany podlegał systematycznym podwyżkom przez ostatnie lata. Tymczasem osoby oczekujące na lokal komunalny to z reguły osoby, których dochód nie pozwala im wynająć mieszkania na wolnym rynku. Zderzenie wymogu przeprowadzenia remontu z finansowymi możliwościami adresatów programu to najpoważniejsza słabość tyskiej edycji.
W innych miastach problem ten rozwiązywano różnymi metodami: wydłużonym okresem bezczynszowym przeznaczonym na remont, możliwością rozłożenia kosztów na raty lub włączeniem do programu lokali wymagających jedynie odświeżenia, nie gruntownej przebudowy. W Tychach żadne z tych rozwiązań nie znalazło się w regulaminie pierwszej edycji.
