Trzydzieści trzy miliony złotych długu dźwiga Akademickie Centrum Zdrowia w Mikołowie. Mimo to w jego radzie nadzorczej zasiadają lokalni politycy koalicji rządzącej powiatem, wiceburmistrz miasta i radny Koalicji Obywatelskiej z Tychów, a dodatkowo w samym szpitalu zatrudniony jest etatowy sekretarz powiatu. Każdy z nich dorabia tam nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Premier Donald Tusk zapowiedział po aferze warszawskiego Szpitala Południowego przegląd rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Jak ustaliła Wirtualna Polska w Mikołowie polityka i medycyna nadal jednak idą ze sobą w parze. Dotarła też do ordynatora, który od miesięcy alarmował o problemach placówki i teraz ma stracić pracę.
Rada nadzorcza szpitala jak polityczna synekura
Mateusz Handel zasiada w radzie nadzorczej Akademickiego Centrum Zdrowia i jednocześnie pełni funkcję wiceburmistrza Mikołowa. Urząd wiceburmistrza objął w 2014 roku dzięki internetowemu castingowi i wciąż go sprawuje. W ubiegłym roku zarobił w urzędzie miasta 270 tysięcy złotych. Dodatkowe 42 tysiące dostał w radzie nadzorczej Zakładu Inżynierii Miejskiej, a kolejne 64 tysiące w radzie szpitala. Ze sprawozdania zarządu wynika, że w 2025 roku rada nadzorcza ACZ odbyła pięć posiedzeń. Wynika z tego stawka przekraczająca 8 tysięcy złotych za jedno spotkanie.
Handel broni swojej podwójnej roli, przekonując, że posiada odpowiednie kwalifikacje i doskonale zna strategię zarówno miasta, jak i powiatu. Twierdzi też, że to jego interwencja sprzed dwóch lat uchroniła placówkę przed najgorszym scenariuszem finansowym. Starosta Mirosław Duży przyznaje wprost, że wskazał Handela do rady właśnie dlatego, że jest wiceburmistrzem najbogatszej gminy w powiecie, licząc na wsparcie finansowe miasta dla szpitala w przyszłości.
Drugim członkiem rady jest Grzegorz Gwóźdź, radny Koalicji Obywatelskiej z Tychów. Na co dzień kieruje też Szpitalem Chorób Płuc w Orzeszu jako dyrektor. Za cztery miesiące pracy w radzie ACZ dorobił blisko 17 tysięcy złotych. W macierzystym szpitalu w Orzeszu, należącym do marszałka województwa śląskiego, zarobił natomiast 149 tysięcy złotych. Wcześniej dorabiał też w radzie nadzorczej spółki PKM w Świerklańcu, należącej do metropolii górnośląskiej.
Obsada rad nadzorczych szpitali politykami stała się tematem ogólnopolskiej krytyki po aferze Szpitala Południowego w Warszawie, gdzie w radzie zasiadali działacze Koalicji Obywatelskiej. Jeden z lekarzy związanych z partią miał zarobić tam około 1,6 miliona złotych i to jeszcze podczas zdobywania podstawowej specjalizacji. Prezydent Warszawy odwołał wtedy całą radę i zapowiedział, że nowy skład będzie apolityczny. Premier Tusk poszedł krok dalej, zapowiadając przegląd rad nadzorczych wszystkich spółek Skarbu Państwa i przekonując, że dla higieny sytuacji lepiej, żeby partyjni z jakiejkolwiek partii w takich radach nie zasiadali. Czy higiena nie jest potrzebna w spółkach samorządowych?
Co mówi prawo o łączeniu stanowisk w radach nadzorczych
Ustawa antykorupcyjna z 1997 roku wyklucza z rad nadzorczych spółek komunalnych całą grupę funkcjonariuszy publicznych, wśród nich wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, ich zastępców, a także sekretarzy i skarbników jednostek samorządowych wszystkich szczebli. Ustawa o gospodarce komunalnej dodaje do tego zasadę, że jedna osoba może zasiadać wyłącznie w jednej radzie nadzorczej spółki, w której udział samorządu przekracza połowę kapitału.
Przepisy nie są jednak jednolite. Radny gminy nie może zasiadać w radzie spółki należącej do własnej gminy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zasiadał w spółce innego samorządu. Tak robi to starosta Duży, zasiadając w radzie nadzorczej w Tychach. Podobny układ dotyczy radnego Gwoździa, który zasiada w radzie w Mikołowie.
Sekretarz powiatu pilnuje szpitala, a przy okazji w nim zarabia
Największe kontrowersje wśród rozmówców Wirtualnej Polski budzi zatrudnienie w szpitalu Łukasza Ryguły, etatowego sekretarza powiatu mikołowskiego. W 2025 roku zarobił on w urzędzie 261 tysięcy złotych. Ryguła pełni równocześnie funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Mikołowie, za co dostał 33 tysiące złotych diety. Według rozmówców WP jest też bliskim współpracownikiem wiceburmistrza Handela.
Starosta Duży tłumaczy dodatkowy etat sekretarza koniecznością formalnego umocowania do wglądu w dokumenty szpitala. Sekretarz nie może po prostu powołać się na polecenie starosty, musi być zatrudniony, żeby „patrzeć zarządowi na ręce”, przyznaje Duży. Dodaje, że gdyby Ryguła wszedł w skład zarządu szpitala, musiałby zrezygnować z pracy w urzędzie, a przyszłość placówki jest na razie zbyt niepewna, by na to pozwolić.
Prezes szpitala nie wykazała wszystkich dochodów
Katarzyna Muszak jest prezesem Akademickiego Centrum Zdrowia od stycznia 2025 roku. Sam starosta Duży chwali ją za to, że w rok zmniejszyła stratę szpitala o 1,5 miliona złotych. Informatorzy WP podkreślają jednak, że menedżerka prowadzi też szereg innych zajęć poza Mikołowem.
Z oświadczenia majątkowego Muszak nie wynika, ile zarobiła w samym ACZ. W rubryce dotyczącej innych dochodów wpisała sumę 360 tysięcy złotych z różnych źródeł, nie wskazując konkretnych zleceniodawców, mimo że formularz wymaga wyliczenia kwot z każdego tytułu osobno. Wirtualna Polska znalazła jej nazwisko na liście pracowników szpitala w Sosnowcu, gdzie figuruje jako pełnomocnik do spraw jakości.
Zapytana o współpracę z innymi placówkami, prezes nie odpowiedziała wprost, ograniczając się do stwierdzenia, że rada nadzorcza wie o jej działalności eksperckiej. Rada wyraziła zgodę, pod warunkiem że działalność ta nie ma charakteru konkurencyjnego wobec ACZ i wynika z posiadanej wiedzy specjalistycznej. Tak przekazała Muszak w oświadczeniu przesłanym redakcji WP. Nie wyjaśniła też, z jakich dokładnie źródeł pochodzi wspomniana kwota 360 tysięcy złotych ani czy złoży korektę oświadczenia majątkowego.
Lekarz zgłaszał nieprawidłowości, teraz traci pracę
Robert Świderski, ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych w ACZ, od miesięcy alarmował o problemach organizacyjnych szpitala. Opisuje WP zepsuty tomograf, który nie działał ponad miesiąc, opóźnienia w badaniach histopatologicznych oraz brak zapłaty firmie wykonującej rezonans magnetyczny.
Prezes Muszak zaprzecza, jakoby doszło do przerw w zabezpieczeniu diagnostyki, zapewniając, że wszystkie decyzje miały zapewnić ciągłość świadczeń mimo zmieniającej się sytuacji organizacyjnej. Świderski twierdzi jednak, że zgłaszanie tych problemów ściągnęło na niego kłopoty. W kwietniu prezes oddelegowała go na trzy miesiące do pracy w podstawowej opiece zdrowotnej. W maju otrzymał też naganę za sposób, w jaki publicznie krytykował decyzje dyrekcji medycznej.
Koniec czerwca przyniósł kolejny krok, prezes wysłała do związków zawodowych wniosek o zamiar zwolnienia lekarza, powołując się na utratę zaufania i rozpowszechnianie krytycznych opinii o pracodawcy. Zdaniem jednej z lekarek szpitala konflikt ma podłoże personalne, a nie merytoryczne. Starosta Duży, mimo że chwali profesjonalizm Świderskiego, sugeruje, że dla budżetu placówki lepiej byłoby, gdyby ordynator odszedł, porównując go do znakomitego piłkarza grającego w zbyt małym klubie.
Zadłużony szpital na tle regionu
Zadłużenie Akademickiego Centrum Zdrowia na koniec ubiegłego roku wynosi 33 miliony złotych. Sytuacja w Mikołowie nie jest odosobniona. Po aferze Szpitala Południowego zrezygnował z rady nadzorczej Szpitala Specjalistycznego w Zabrzu radny Koalicji Obywatelskiej Klaudiusz Komor. Radny z Bielska-Białej odpowiedział w ten sposób na apel premiera. W Mikołowie taki gest się nie pojawił, a starosta otwarcie broni obecnego układu personalnego.
Co dalej z lekarzem i szpitalem w Mikołowie
Świderski odwołał się od nagany, a decyzję o jego dalszym zatrudnieniu mają teraz w rękach związki zawodowe, do których trafił wniosek prezes Muszak.
Pytanie o to, czy Katarzyna Muszak skoryguje oświadczenie majątkowe, pozostaje otwarte, prezes nie odpowiedziała na nie w rozmowie z WP. Otwarta pozostaje też kwestia, czy powiat mikołowski pójdzie w ślady Warszawy i odpolityczni skład rady nadzorczej szpitala, skoro na razie starosta Duży nie widzi w obecnym układzie żadnego problemu.
