Przez prawie rok pięciu obywateli Indii kierowało autobusami komunikacji miejskiej w Tychach — bez zezwolenia na pracę w Polsce, a część z nich z dokumentami prawa jazdy noszącymi znamiona fałszerstwa. Śląska Straż Graniczna zatrzymała ich 4 marca 2026 roku w bazie PKM Tychy, w trakcie akcji zaplanowanej wspólnie ze spółką. Łącznie zatrzymano siedem osób: sześciu obywateli Indii i jednego obywatela Sri Lanki. PKM Tychy twierdzi, że bezpieczeństwo pasażerów nie było zagrożone, bo wszyscy kierowcy mieli aktywne wpisy w systemie CEPiK. Tyle że czterech z nich dysponowało prawami jazdy, które — według Straży Granicznej — nie były prawdziwe.
Środa rano w bazie PKM Tychy — siedmiu zatrzymanych przez Straż Graniczną
Funkcjonariusze Śląskiego Oddziału Straży Granicznej weszli bezpośrednio do bazy PKM Tychy, działając (jak potwierdziło samo przedsiębiorstwo) w ścisłej współpracy ze spółką. Wśród siedmiu zatrzymanych jeden obywatel Indii przebywał w Polsce nielegalnie, pozostała szóstka dysponowała dokumentami pobytowymi, lecz bez zezwoleń na wykonywanie pracy. Co istotne — jak wyjaśnił później rzecznik SG por. Szymon Mościcki — bezpośrednim powodem zatrzymania nie były fałszywe prawa jazdy, lecz właśnie brak zezwoleń na pracę w charakterze kierowców.
Podczas przeszukania funkcjonariusze ujawnili przy zatrzymanych — w portfelach i kieszeniach, nie przy stanowisku pracy — pięć indyjskich praw jazdy, jedno lankijskie i jedno polskie, wszystkie noszące znamiona fałszerstwa. Wobec czterech osób posługujących się tymi dokumentami wszczęte zostaną procedury karne. Trzy osoby spośród zatrzymanych, wszyscy obywatele Indii, otrzymały już decyzje nakazujące opuszczenie Polski z zakazem ponownego wjazdu na okres od sześciu do dziewięciu miesięcy. Mościcki zaznaczył, że kwestia tego, czy sfałszowane dokumenty zagraniczne mogły posłużyć do uzyskania uprawnień w polskim systemie, będzie przedmiotem dalszego postępowania.
Rok na trasie — JMS Service w PKM od stycznia 2025, nie od 2026
W pierwszych komunikatach PKM Tychy pojawiło się sformułowanie, że umowa z wykonawcą usług przewozowych obowiązuje „od tego roku” — co sugerowało, że problem dotyczy zaledwie kilku tygodni. Tymczasem Michał Kasperczyk, rzecznik prasowy PKM Tychy, w odpowiedzi na pytania portalu noweinfo.pl przyznał, że spółka JMS Service świadczy usługi na rzecz PKM nieprzerwanie od stycznia 2025 roku. Pierwsza umowa obejmowała okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2025, kolejna — od 1 stycznia 2026 do 28 lutego 2027.
Spośród siedmiu zatrzymanych przez Straż Graniczną pięciu pracowało już w ramach poprzedniej umowy, czyli przez cały rok 2025. Dwaj pozostali zjawili się w bazie po raz pierwszy w dniu akcji — planowani byli do szkolenia z zakresu obsługi linii komunikacyjnych. Jak stwierdził Kasperczyk, „kierowani byli na linie w zależności od codziennych potrzeb” — co oznacza, że przez rok nie było stałego przypisania trasy, które pozwoliłoby śledzić, kto i gdzie prowadził autobus. Skala zjawiska jest przy tym szersza niż wynika z samej liczby zatrzymanych: PKM Tychy korzysta łącznie z 58 kierowców dostarczanych przez podwykonawców, z czego mniej więcej połowa to obcokrajowcy.
Dwa zestawy dokumentów — dlaczego PKM i Straż Graniczna pozornie sobie przeczą
Medialną burzę wokół sprawy napędzała pozorna sprzeczność: PKM Tychy twierdzi, że wszyscy kierowcy mieli ważne uprawnienia, a Straż Graniczna mówi o dokumentach noszących znamiona fałszerstwa. Rozbieżność wynika z tego, że obie strony mówią o różnych dokumentach.
PKM Tychy konsekwentnie podkreśla, że przed każdym dopuszczeniem kierowcy do pracy pracownicy spółki sprawdzali jego uprawnienia. Wszyscy zatrzymani mieli prawa jazdy kategorii D wydane przez polskie wydziały komunikacji, aktywne w systemie CEPiK, oraz kod 95 — dokument potwierdzający kwalifikacje zawodowe kierowcy wymagany do przewozu osób w Unii Europejskiej. „Na obecną chwilę, poza komunikatem prasowym Śląskiej Straży Granicznej, nie mamy oficjalnej wiadomości, że któryś z kierowców posługiwał się sfałszowanym dokumentem” — powiedział Kasperczyk w oświadczeniu uzupełniającym z 6 marca.
Straż Graniczna nie kwestionuje tego wprost. Rzecznik Mościcki w rozmowie z redakcją TVS przyznał, że SG nigdy nie twierdziła, iż kierowcy posłużyli się fałszywymi dokumentami podczas jazdy czy kontroli drogowej. Sfałszowane prawa jazdy — pięć indyjskich, jedno lankijskie i jedno polskie — zostały znalezione przy zatrzymanych w trakcie czynności, w portfelach. Mościcki nie wykluczył, że kierowcy mogą posiadać legalnie wydane polskie prawa jazdy widniejące w CEPiK. Problem polega jednak na czymś innym: sam fakt posiadania sfałszowanych dokumentów jest przestępstwem, a ich obecność rzuca cień na sposób, w jaki zatrzymani uzyskali polskie uprawnienia.
I tu otwiera się najpoważniejszy wątek tej sprawy. Śledczy będą teraz sprawdzać, czy polskie prawa jazdy — te same, na które powołuje się PKM Tychy — nie zostały wydane przez polskie wydziały komunikacji na podstawie sfałszowanych zagranicznych odpowiedników znalezionych w kieszeniach zatrzymanych. Procedura wymiany zagranicznego prawa jazdy na polskie wymaga bowiem przedstawienia oryginału dokumentu źródłowego. Jeśli ten scenariusz się potwierdzi, wpisy w CEPiK będą formalnoprawnie legalne — bo urząd wydał dokument zgodnie z procedurą — ale uzyskane na podstawie fałszywych dokumentów, co wypełnia znamiona wyłudzenia poświadczenia nieprawdy (art. 272 kk). Codzienne testy trzeźwości, na które powołuje się PKM jako element standardowej weryfikacji, legalności dokumentów źródłowych oczywiście nie rozstrzygają.
Rzecznik SG przyznał wprost, że PKM Tychy padł w tej sprawie ofiarą „rykoszetu” — spółka mogła w dobrej wierze zatrudnić kierowców na podstawie legalnie wyglądających polskich dokumentów, nie mając pojęcia o ukrytej w portfelach „kolekcji” zagranicznych fałszywek. Odpowiedzialność za weryfikację legalności zatrudnienia i dokumentów spoczywa na podwykonawcy — firmie JMS Service Sp. z o.o.
Co grozi za fałszywe prawo jazdy w Polsce cudzoziemcom? Faktycznie to nic…
Posługiwanie się podrobionym lub przerobionym dokumentem jest w Polsce przestępstwem. Art. 270 Kodeksu karnego przewiduje za to karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Jeśli dokument posłużył do wyłudzenia od organu państwowego poświadczenia nieprawdy — np. do uzyskania polskiego prawa jazdy na podstawie fałszywego zagranicznego odpowiednika — zastosowanie może mieć art. 272 kk, zagrożony karą do 3 lat więzienia.
Teoria i praktyka rozchodzą się jednak w przypadku cudzoziemców przebywających w Polsce nielegalnie lub bez zezwolenia na pracę. Trzech spośród zatrzymanych kierowców otrzymało decyzje administracyjne nakazujące opuszczenie kraju z zakazem ponownego wjazdu na okres od sześciu do dziewięciu miesięcy — i to jest w ich przypadku realna konsekwencja. Nie areszt, nie proces karny, lecz deportacja. Zakaz ponownego wjazdu wygasa po kilku miesiącach, a osoba, która posługiwała się sfałszowanym dokumentem przez rok, wraca do punktu wyjścia bez wyroku sądowego i bez wpisu w polskim rejestrze karnym. Postępowania karne wszczęte wobec czterech osób z dokumentami noszącymi znamiona fałszerstwa mogą zakończyć się inaczej — ale tylko wtedy, gdy sprawę uda się przeprowadzić przez polski wymiar sprawiedliwości zanim osoby te opuszczą kraj.
Odpowiedzialność nie ogranicza się do zatrzymanych kierowców. Podmiot, który powierzył pracę cudzoziemcowi przebywającemu w Polsce bez ważnego tytułu pobytowego lub bez zezwolenia na pracę, podlega karze na mocy ustawy o skutkach powierzania wykonywania pracy cudzoziemcom przebywającym wbrew przepisom. Maksymalna grzywna wynosi 30 000 zł za każdego nielegalnie zatrudnionego pracownika — wobec siedmiu osób daje to potencjalnie 210 000 zł. Kto jest tu pracodawcą w rozumieniu ustawy, JMS Service czy PKM Tychy, rozstrzygną organy ścigania i ewentualnie sąd.
Kto odpowiada — PKM wskazuje na JMS Service, miasto czeka na wyniki postępowania
PKM Tychy od pierwszego komunikatu konsekwentnie przerzuca odpowiedzialność za weryfikację legalności zatrudnienia na podwykonawcę. Umowa z JMS Service zawiera zapis, zgodnie z którym wykonawca oświadcza, że zatrudnienie kierowców z państw trzecich jest zgodne z obowiązującymi przepisami. „Jeżeli w toku prowadzonych postępowań potwierdzone zostaną jakiekolwiek nieprawidłowości, PKM Tychy podejmie kroki prawne wynikające z zapisów kontraktowych” — zadeklarował Kasperczyk.
Urząd Miasta Tychy, zapytany o możliwe konsekwencje wobec władz spółki, na razie nie widzi podstaw do działania. Małgorzata Wawak z tyskiego magistratu przekazała, że „sprawa dotyczy czynności prowadzonych przez Straż Graniczną w zakresie legalności pobytu i pracy cudzoziemców” i że odpowiednie konsekwencje zostaną wyciągnięte, jeśli postępowania potwierdzą nieprawidłowości. Zarząd Transportu Metropolitalnego przyznał z kolei, że jego kompetencje w tej sprawie są ograniczone, a Michał Wawrzaszek z ZTM dodał, że PKM zapewnił spółkę o współpracy z odpowiednimi służbami i przeglądzie wewnętrznych procedur.
Mogło dojść do tragedii na tyskich ulicach — nikt przez ponad rok nie sprawdził uprawnień kierowców
Żadna z instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na drodze nie wykryła nieprawidłowości przez ponad czternaście miesięcy, w których kierowcy JMS Service obsługiwali tyskie linie. Nie zrobiła tego firma JMS Service, która zatrudniała kierowców i gwarantowała kontraktem ich legalność. Nie zrobił tego PKM Tychy, który każdorazowo miał „prosić o okazanie uprawnień”. Nie zrobiła tego tyska policja, która — jak sama podkreśla w komunikatach — prowadzi wyrywkowe kontrole drogowe na terenie miasta.
Gdyby którykolwiek z tych podmiotów przeprowadził rzetelną weryfikację dokumentów, fałszerstwo mogło wyjść na jaw znacznie wcześniej. Funkcjonariusz podczas rutynowej kontroli drogowej sprawdza dokument fizycznie, a nie tylko odpytuje bazę CEPiK o numer — i właśnie ta różnica mogła zadecydować o wykryciu fałszerstwa.
Systemowy problem — dlaczego w komunikacji miejskiej brakuje kierowców i kto naprawdę weryfikuje ich uprawnienia?
Za decyzją o sięgnięciu po zagranicznego podwykonawcę stoi brak kierowców. Uzyskanie uprawnień kategorii D w Polsce to koszt rzędu 9 500–13 000 złotych (kurs plus obowiązkowa kwalifikacja wstępna) i kilka miesięcy nauki, przy wynagrodzeniu kierowcy autobusu oscylującym w granicach 5 000–7 000 złotych brutto. Chętnych do pracy brakuje szybciej, niż spółki miejskie są w stanie ich zastąpić, a model podwykonawstwa stał się odpowiedzią na tę lukę w całym polskim transporcie publicznym, nie tylko w Tychach.
PKM Tychy zatrudnia bezpośrednio 288 osób na umowę o pracę (w tym dziewięcioro obywateli ukraińskich) oraz 33 osoby na zleceniu, wyłącznie Polaków. Do tego dochodzi pula 58 kierowców od podwykonawców, z czego około 29 to cudzoziemcy. Przy takiej strukturze zatrudnienia pytanie o to, kto i jak naprawdę weryfikuje uprawnienia zagranicznych kierowców w polskim transporcie publicznym, przestaje być wyłącznie pytaniem o PKM Tychy. Służby wyjaśniają sprawę jednego podwykonawcy w jednym mieście. Ile podobnych umów obowiązuje w innych spółkach komunikacyjnych w Polsce — tego żadna instytucja publicznie nie monitoruje. Aż zdarzy się tragedia na drodze…
![Skandal w PKM Tychy: nielegalni imigranci bez prawa jazdy wozili tyskich pasażerów przez prawie rok [ALTUALIZACJA] 11341](https://ilovetychy.pl/wp-content/uploads/2025/08/11341.jpg)