6 sierpnia 2025 roku Główny Inspektorat Sanitarny ogłosił ponowny zakaz kąpieli w jeziorze Paprocany. Powód? Klasyczny i coraz mniej zaskakujący – zakwit sinic. Choć miasto zainwestowało w membrany, środki chemiczne i regularny monitoring, efekt w środku sezonu jest dokładnie taki sam, jak w wielu latach ubiegłych: zakaz, czerwone flagi i rozczarowani mieszkańcy.
Problem nie dotyczy już tylko stanu wody – dotyka również wiarygodności miejskich deklaracji i zaufania do skuteczności zapowiadanych działań.
Kronika chaosu – jak często zakazywano kąpieli tego lata
Ten sezon kąpielowy miał wyglądać inaczej. Po raz pierwszy przed jego rozpoczęciem miasto wdrożyło kompleksowy pakiet działań przeciwko sinicom. Ale rzeczywistość szybko zweryfikowała plany:
- 10 lipca – pierwszy w tym roku zakaz kąpieli. Sanepid potwierdził wysokie stężenie sinic i czerwone flagi pojawiły się po raz pierwszy.
- 23 lipca – optymistyczna wiadomość: woda po badaniach uznana została za zdatną do kąpieli, zakaz został cofnięty.
- 6 sierpnia – sinice wracają szybciej, niż się spodziewano. Sanepid wydaje kolejny zakaz kąpieli.
Mamy więc sytuację, w której w ciągu zaledwie czterech tygodni zakaz wprowadzano dwukrotnie. Zmienność decyzji z dnia na dzień podważa zaufanie do informacji publikowanych przez miasto i służby sanitarne.
Sinice, których nie zatrzymały ani membrany, ani chemia
Tegoroczna walka z sinicami była bardziej kosztowna niż w poprzednich latach. Wokół kąpieliska rozłożono specjalne membrany, które miały blokować napływ zanieczyszczonej wody. MOSiR rozpoczął stosowanie preparatu CyanOxide – środka chemicznego aplikowanego dwa razy w tygodniu w celu ograniczenia zakwitu. Monitoring jakości wody odbywał się regularnie, z dodatkowymi badaniami w trybie alarmowym.
Mimo tych środków, sinice powróciły. Dlaczego? Eksperci wskazują, że główną przyczyną jest pogoda – upały, brak opadów i zastoiskowa natura jeziora. Ale pojawia się pytanie: skoro to zjawisko przewidywalne, to dlaczego władze nadal reagują doraźnie, zamiast wdrożyć wieloletni plan przebudowy ekosystemu jeziora?
Skutki dla mieszkańców i wizerunku miasta
Nie ma co ukrywać – jezioro Paprocany to jedna z największych letnich atrakcji Tychów. Zakaz kąpieli w szczycie sezonu to nie tylko problem sanitarny, ale też uderzenie w wizerunek miasta jako miejsca przyjaznego dla rodzin, sportowców i turystów.
W sieci roi się od złośliwych komentarzy. Mieszkańcy ironizują, że „sinice są już letnią tradycją Tychów”, a prezydenta miasta zachęcają do symbolicznej kąpieli w zamkniętym kąpielisku.
Choć pozostała infrastruktura – place zabaw, ścieżki i gastronomia – działa, to brak możliwości kąpieli zniechęca do dłuższych wizyt.
Walka z sinicami przypomina gaszenie pożaru za pomocą konewki. Mimo dobrej woli i działań doraźnych, bez przebudowy zarządzania wodą w całym zbiorniku – od retencji po napowietrzanie – Paprocany co roku będą zamykać się w szczycie sezonu.
To nie jest tylko problem biologiczny – to problem strategiczny. Czy miasto ma odwagę powiedzieć, że kąpielisko będzie wymagało głębokiej przebudowy, a nie tylko kosmetycznych działań? Czy mieszkańcy usłyszą plan na 3–5 lat, a nie kolejne komunikaty o „czasowym zakazie”?
Na razie – zamiast kąpieli – pozostaje spacer.
