Przy symbolicznym grobie na Cmentarzu Obrońców Lwowa co roku zapalają się znicze w rocznicę Bitwy Warszawskiej. Spoczywa tu symbolicznie gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i strateg zwycięstwa nad bolszewikami z 1920 roku. Jego prawdziwe miejsce spoczynku pozostaje nieznane od dekad, a historycy wciąż spierają się, komu naprawdę zawdzięczamy to zwycięstwo. Droga generała do tego triumfu zaczęła się jednak dużo wcześniej.
Zanim ocalił Warszawę. Jak wyglądała droga Rozwadowskiego do triumfu 1920 roku
Tadeusz Jordan Rozwadowski urodził się w 1866 roku w rodzinie o wielopokoleniowych tradycjach wojskowych. Ukończył wiedeńską Akademię Wojenną i przez ponad dwie dekady służył w armii austro-węgierskiej. Doszedł w niej do stopnia Feldmarschal-leutnanta, a uznanie zdobył podczas bitwy pod Gorlicami. Wcześniej służył jako oficer sztabowy w kilku garnizonach monarchii habsburskiej, a jako attaché wojskowy w Bukareszcie wynegocjował korzystną dla Austro-Węgier umowę celną.
W listopadzie 1918 roku Rozwadowski został pierwszym Szefem Sztabu Generalnego odradzającego się Wojska Polskiego. Funkcję objął, jeszcze zanim do kraju przyjechał Piłsudski. Funkcję stracił po kilku tygodniach, w sporze o sposób budowy nowej armii. Nie zniechęciło go to. Objął wtedy dowództwo Armii Wschód i ruszył na odsiecz oblężonemu przez siły ukraińskie Lwowowi, gdzie w trudnych warunkach frontowych zdołał przekształcić słabo uzbrojone oddziały ochotnicze w regularne, zdyscyplinowane wojsko zdolne do dalszej walki. Później kierował Polską Misją Wojskową w Paryżu, zabiegając o broń i sojusze dla odradzającej się Rzeczpospolitej. Do kraju wrócił dopiero w lipcu 1920 roku, w najtrudniejszym momencie wojny z bolszewikami.
Rozkaz numer 10 000. Jak Rozwadowski zaplanował rozgromienie Tuchaczewskiego
Punktem zwrotnym w jego losach stało się lato 1920 roku, kiedy Piłsudski mianował go Szefem Sztabu Generalnego. Rozwadowski wracał do kraju w chwili, gdy polska armia cofała się w nieładzie, a wśród dowódców szerzyły się nastroje defetystyczne. Od razu zabrał się do odbudowy morale wojska. Miał w tym pomóc polski wywiad radiowy. Od jesieni 1919 roku kapitan Jan Kowalewski i jego zespół łamali bolszewickie szyfry, dzięki czemu Sztab Generalny na bieżąco poznawał ruchy i nastroje wojsk przeciwnika.
W nocy z 5 na 6 sierpnia w Belwederze ustalono ogólną koncepcję bitwy. Spośród wariantów kontruderzenia zaproponowanych przez Rozwadowskiego Piłsudski wybrał rejon nad rzeką Wieprz. Rozkaz do przegrupowania wojsk wydano rano 6 sierpnia 1920 roku. Front podzielono wtedy na trzy części. Dowodzili nimi osobno Haller i Rydz Śmigły. Trzeci odcinek objął sam Rozwadowski.
Kilka dni później sytuacja się skomplikowała. Podczas przekazywania jednostkom pierwotnego planu operacyjnego zginął pod Dubienką major Władysław Drohojowski, a bolszewicy przechwycili znalezione przy nim tajne dokumenty. Rozwadowski, błyskotliwy strateg, w ciągu kilkunastu godzin opracował od podstaw zupełnie nowy wariant, tym razem napisany własnoręcznie w jednym jedynym egzemplarzu, żeby ponownie nie wpadł w ręce wroga. Nowy rozkaz operacyjny wydano 9 sierpnia 1920 roku, a jego numer 10 000 przeszedł później do historii wojskowości.
Na rozkazach wydawanych między 12 a 18 sierpnia widniał już wyłącznie jego podpis. Gdy pod Radzyminem i Ossowem ważyły się losy niepodległości, to on trzymał dowództwo żelazną dyscypliną i koordynował ruchy wojsk. Żołnierzom idącym do walki dodawał też otuchy. Dało to czas na wyprowadzenie kontrataku znad Wieprza, którym dowodził osobiście Piłsudski i który ostatecznie rozbił armię Tuchaczewskiego.
Spór o autorstwo. Historycy wciąż spierają się, kto zaprojektował zwycięstwo
Od dawna trwa historyczny spór o to, komu należy się największa zasługa za zwycięstwo pod Warszawą. Z czysto technicznego punktu widzenia autorem rozkazów operacyjnych i całej koncepcji manewru znad Wieprza był Rozwadowski jako Szef Sztabu Generalnego, na co wskazuje choćby jego wyłączny podpis pod rozkazami z połowy sierpnia.
Marszałek Piłsudski jako Naczelny Wódz podejmował jednak ostateczne decyzje o wyborze wariantu kontrofensywy i brał na siebie pełną odpowiedzialność za losy całej armii. To on ostatecznie wybrał spośród przedstawionych mu wariantów rejon koncentracji wojsk nad Wieprzem. Po latach spór nabrał wymiaru politycznego. Środowiska narodowe skupione wokół ruchu ludowego Wincentego Witosa akcentowały rolę sztabowych prac Rozwadowskiego, by w ten sposób umniejszyć zasługi Piłsudskiego.
Sam Rozwadowski nigdy oficjalnie nie zabiegał o uznanie swojej roli. Historyk z Uniwersytetu Opolskiego zajmujący się jego biografią wskazuje, że generał świadomie nie ujawniał zakresu swojego wkładu i z lojalności wobec Naczelnego Wodza nie dementował przypisywania zwycięstwa wyłącznie Piłsudskiemu.
Drugie zwycięstwo. Front Południowy rozgromił bolszewików nad Niemnem
Chwała warszawskiego zwycięstwa spadła w oczach opinii publicznej niemal wyłącznie na Piłsudskiego. Rozwadowski tymczasem nie spoczął na laurach. Objął dowództwo Frontu Południowego i ruszył w pościg za wycofującymi się na wschód wojskami bolszewickimi.
We wrześniu 1920 roku jego wojska stoczyły serię zwycięskich bitew nad Niemnem, zmuszając Armię Czerwoną do dalszego odwrotu. Pościg zatrzymano dopiero na początku października, głęboko na terytorium dzisiejszej Białorusi. Nie tylko starcie pod Warszawą przesądziło o wyniku wojny. Także te bitwy ostatecznie doprowadziły do zawieszenia broni z bolszewikami. Rok później, w marcu 1921 roku, obie strony podpisały w Rydze traktat pokojowy, który na blisko dwie dekady zatrzymał ekspansję rewolucji sowieckiej na zachód.
Za swoje dowodzenie Rozwadowski awansował w kwietniu 1921 roku na stopień generała broni, najwyższy wówczas w Wojsku Polskim.
Kampania przeciw generałowi. Jak zasługi Rozwadowskiego znikały z pamięci
Marginalizacja Rozwadowskiego zaczęła się jeszcze za jego życia. Instytut Pamięci Narodowej w swoim opracowaniu podkreśla, że generał był skonfliktowany z Piłsudskim i jego środowiskiem, a po zamachu majowym środowisko piłsudczykowskie rozpętało wobec niego prawdziwą nagonkę, dezawuując jego wieloletnią pracę nad organizacją i modernizacją polskiej armii.
Mechanizm tego umniejszania miał swoją logikę polityczną. Legitymacją piłsudczyków do sprawowania władzy były przede wszystkim zasługi w odzyskaniu niepodległości i w wojnie z bolszewikami, a Piłsudskiego kreowano na wodza bez skazy. Historyk z Uniwersytetu Opolskiego zajmujący się biografią Rozwadowskiego wskazuje, że marszałek obawiał się, iż jego szef sztabu może go w tej roli przyćmić.
Po drugiej wojnie światowej sytuacja stała się jeszcze bardziej złożona. Komunistyczna propaganda z zasady umniejszała dorobek całego dwudziestolecia międzywojennego, więc pamięć o architekcie zwycięstwa nad bolszewikami nie miała w oficjalnej historiografii PRL żadnego miejsca. Skutki tej wieloletniej kampanii są odczuwalne do dziś. Warszawa, którą ocalił, przez dekady nie miała poświęconego mu pomnika.
Więzienie bez wyroku. Ostatnie lata generała naznaczyła niewyjaśniona śmierć
Punktem zwrotnym w jego dalszych losach stał się zamach majowy w 1926 roku. Rozwadowski opowiedział się po stronie władz konstytucyjnych i bronił Belwederu, nawet gdy część wojska przeszła na stronę Piłsudskiego. Po zwycięstwie zamachowców oskarżono go, wraz z kilkoma innymi generałami, o przestępstwa natury finansowej. Zarzutów nigdy nie udowodniono. Trafił najpierw do wojskowego więzienia w Warszawie, a stamtąd przewieziono go do aresztu na wileńskim Antokolu, gdzie spędził ponad rok bez wyznaczonej daty procesu.
Więzienie i związany z nim stres zrujnowały jego zdrowie. Wolność odzyskał dopiero wiosną 1927 roku, pod naciskiem opinii publicznej oburzonej warunkami jego przetrzymywania, choć decyzję o przeniesieniu go w stan spoczynku podjęto formalnie kilka tygodni wcześniej.
Ostatnie miesiące życia spędził głównie w Jastrzębiej Górze, walcząc z bólami brzucha i krwawieniami, których przyczyny lekarze nie potrafili ustalić. W 1928 roku napisał obszerny referat o obronie państwa, nazwany później testamentem wojskowym generała, w którym przewidywał nieuchronność konfliktu z Rosją i Niemcami około 1936 roku.
Zmarł 18 października 1928 roku, w okolicznościach, które do dziś pozostają niewyjaśnione. Władze sanacyjne nie zgodziły się na sekcję zwłok, chociaż przed uwięzieniem generał cieszył się znakomitym zdrowiem, co tylko podsyciło podejrzenia o otrucie. Krążyły domysły o trującej farbie na ścianach celi i o kanapce z drobno pociętym końskim włosiem, ale są to poszlaki, których nigdy nie potwierdzono.
Czołgi na cmentarzu. Jak zniknął grób Rozwadowskiego we Lwowie
Pogrzeb odbył się kilka dni później, 22 października, na Cmentarzu Obrońców Lwowa, zgodnie z jego ostatnią wolą, wśród żołnierzy, z którymi wcześniej walczył. Władze liczyły na skromną frekwencję, ale generała żegnały tłumy. Nabożeństwo żałobne odprawił metropolita lwowski, arcybiskup Bolesław Twardowski, a nad grobem przemówił były legionista, ksiądz Józef Panaś, który w swojej mowie opisał generała jako człowieka umiejącego zwyciężać bez pychy i znosić klęskę bez chęci zemsty.
Cmentarz miał jednak przed sobą mroczną przyszłość. Po włączeniu Lwowa do ZSRR pierwsze groby splądrowano już w latach czterdziestych, ale prawdziwy koniec nekropolii przyszedł w sierpniu 1971 roku. Bezwzględne władze sowieckie dokonały wtedy ostatecznej dewastacji cmentarza. 25 sierpnia na jego teren wjechały czołgi i ciężki sprzęt budowlany. Zniszczono kolumnadę, a groby zasypano ziemią. W ich miejscu położono asfaltową drogę. Zdemolowano płyty nagrobne i ostrzelano inskrypcje na pomnikach. Na tarczy z herbem Lwowa ktoś umieścił sierp i młot. Gruz z rozbitych nagrobków posłużył podobno za fundament stawianego wtedy we Lwowie pomnika Lenina.
Decyzję o likwidacji cmentarza część lwowskich Polaków próbowała powstrzymać na własną rękę. Sekretarz Mogił Polskich Bohaterów, Maria Tereszczakówna, wraz z niewielką grupą społeczników własnymi rękami odkopała szczątki kilku najważniejszych postaci pochowanych na cmentarzu i przeniosła je w głąb starszej części Cmentarza Łyczakowskiego. Wśród przeniesionych w ten sposób trumien znalazła się trumna generała Rozwadowskiego, obok szczątków generała Wacława Iwaszkiewicza, dowódcy obrony Lwowa Czesława Mączyńskiego oraz kilku lotników i duchownych.
Po latach udało się odnaleźć i zidentyfikować tylko dwie z ośmiu przeniesionych wtedy trumien, obie należące do duchownych. Miejsce spoczynku generała Rozwadowskiego pozostaje nieznane do dziś.
Poszukiwania trwają. Co dziś wiadomo o losie szczątków generała
Sprawa nie jest zamknięta. Dwa lata temu wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej podejmie działania mające na celu ustalenie miejsca pochówku generała i sprowadzenie jego szczątków do Polski.
Doświadczenie innych, zidentyfikowanych już mogił z tej samej akcji ratunkowej pokazuje, jak trudne bywa takie przedsięwzięcie. Starania o ekshumację ciała arcybiskupa Józefa Teodorowicza, jedynego, którego nowy grób udało się dokładnie zlokalizować, trwały od 1991 roku. Zakończyły się sukcesem dopiero w 2009 roku, z udziałem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W przypadku Rozwadowskiego wyzwanie jest jednak większe, bo nikt nie wie, gdzie dokładnie szukać.
Znicze zamiast grobu. Cmentarz Obrońców Lwowa żyje coroczną tradycją
Dziś Cmentarz Obrońców Lwowa wygląda zupełnie inaczej niż w latach dewastacji. Odbudowaną nekropolię otwarto oficjalnie w 2005 roku i od tego czasu co roku, przy okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej, przychodzą tu delegacje i kombatanckie poczty sztandarowe. Znicze przy grobach obrońców miasta zapalają też zwykli mieszkańcy.
Wśród tych grobów jest też symboliczny grób generała Rozwadowskiego. Grób jest pusty. Niesie jednak jego imię i przypomina o roli, jaką generał odegrał w 1920 roku.
Order Orła Białego. Kapituła odmówiła, apel wraca po latach
Postulat pośmiertnego odznaczenia generała Orderem Orła Białego, najwyższym polskim odznaczeniem państwowym, od kilku lat wraca w polskiej debacie publicznej. Już przy okazji zapowiedzi poszukiwania jego szczątków Kosiniak-Kamysz zapowiedział wystąpienie w tej sprawie do prezydenta Andrzeja Dudy, mówiąc o generale bez pomników i z wątłą jeszcze pamięcią w narodzie.
Kapituła orderu nie podzieliła jednak tego entuzjazmu. W zeszłym roku odmówiła skierowania takiego wniosku do prezydenta, tłumacząc, że pośmiertne nadanie zarezerwowane jest dla przypadków szczególnie uzasadnionych, takich jak okrągłe rocznice niepodległości albo krótki czas od śmierci osoby odznaczanej. Przypomniała przy tym, że Rozwadowski już za życia otrzymał najwyższe odznaczenie wojenne, Order Virtuti Militari drugiej klasy, do którego kapituły sam Piłsudski go powołał.
Odmowa nie zakończyła jednak sprawy. W zeszłym roku Kosiniak-Kamysz ogłosił, że przed siedzibą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w Warszawie stanie w końcu pomnik generała, realizując obietnicę sprzed pięciu lat, i poinformował, że skierował do prezydenta kolejny wniosek o order. Piętnastego sierpnia tego roku, w Święto Wojska Polskiego, minister ponowił swój apel, tym razem kierując go już do nowego prezydenta, Karola Nawrockiego.
Ostateczna decyzja należy teraz do niego. Poszukiwania miejsca spoczynku generała prowadzone są równolegle, wspólnie przez resort obrony i IPN.
